temat Czy zdarzyło wam się zjeść mięso, będąc ofiarą głupiego żartu lub przez pomyłkę?

joasiotek - 4/9/2006 godz. 10:53

Ja kiedyś zjadłam kawałek słoniny (myślałam, że to ziemniak) i do tąd mam wyżuty sumienia

[edytowane 12/4/2009 od xxl]


Reiha - 4/9/2006 godz. 11:06

ja kiedyś zjadłam pół pieroga z mięsem. Okazało się, że tam gdzie je produkowali musieli się pomylić - bo pół paczki pierogów z kapustą i z grzybami zawierało pierogi z mięsem. Tę felerną paczkę zjadł na obiad mój mięsożerny man.


Inesita - 4/9/2006 godz. 11:45

ja miałam podobnie, tylko, że ja kupiłam sobie te pierogi na wagę, miały być z truskawkami...myślałam, że zjem sobie smacznie polane jogurtem a tu się okazało, że co drugi jest z mięsem...nigdy nie zapomnę tego obrzydliwego smaku w ustach (mięso + jogurt owocowy)...fuj!!!


heidi - 4/9/2006 godz. 12:04

Zamówiłam sobie pizze. Moją ulubioną, ale bez salami i szynki. Z reguły mięcho było pod serem, teraz tak dużo sera nakładli, że tego mięsa nie widziałam. I zjadłam pół kawałka :/
Teraz biore tylko i wyłącznie wegetariańską xD


Reiha - 4/9/2006 godz. 12:27

jakiś czas temu zamówiliśmy sobie pizze z tele pizzy. Ja wziełam wegetariańską, a rodzina mięsne. Kiedy po wyjściu dostawcy otworzyłam "mje pudełko" okazało się, że pomylili zamówienia ;( i moje wege przyszła z mięsem - na szczęście po szybkim telefonie udało się wszystko odkręcić.


Smoczi - 4/9/2006 godz. 12:44

to z pizzą i pierogami też mi się zdarzyło albo kiedy myslałam że moja mama ugotowała warzywa i tak wpałaszowałam warzywka z drobnymi kawałkami drobiu... już się nauczyłam nie jeś warzyw gotowanych przez mamę


marchewka2808 - 4/9/2006 godz. 13:49

powiedzaiłamm kiedys siostrze zeby mi zrobiła chleb z pomidorem dobra przyniosła a ja nie wiem dlaczego podniosłsm pomidorka i tam kawełek kiełbasy myslałam ze ja zatłuke ale naszczescie nie zjadłam . To pewnie moja wegetarianska intuicja mi powiedziała ze mam tego nie jeść a tak to mi sie nie zdażyło nic innego


Wiejka - 4/9/2006 godz. 16:01

Ja miałąm tak z gąłąbkami..zamówiłam normalne z ryżem i grzybami, a jak wzięąłm, do buzi to czuję mięso...Fuu!!Ostatnio zamówiłąm też naleśnika..bez szynki, ale zobaczyąłm ,żez szynką to kazałam jeszcze raz sobie przyrządzić...Tez pewnie intuicja....


_iwona_ - 5/9/2006 godz. 10:22

Zdarzyło się... Pierwszy raz (dawno temu) na jakimś rodzinnym przyjęciu. Sałatka, którą robiła moja mama, pytam ją czy wegetariańska, a ona (z ciocią, która jej kibicowała) "tak, tak, możesz jeść". Jakoś mi tak dziwnie wyglądała, nałożyłam odrobinę, spróbowałam i pytam jeszcze raz. Ponownie "tak, jak najbardziej". Wzięłam jeszcze raz... i jeszcze raz zapytałam... Nie zjadłam całej, mimo zapewnień mamy (a miałam do niej zaufanie i wierzyłam) smakowała mi jakoś dziwnie. Później kuzynka powiedzia, że było tam rozdrobnione mięso kurczaka. Myślę, że mama długo żałowała, że mnie okłamała, odbudowywanie zaufania to trudny proces. Drugi raz na Światowych Dniach Młodzieży w Barcelonie. Podali ravioli, koleżanka mówi "to z grzybami, na pewno". Wystarczyło, że raz ugryzłam... A takich sytuacji, jak to zamawiam ruskie i podają mi je ze skwarkami, to nie liczę, bo wtedy od razu widać i nie jem :-) Od jakiegoś czasu zresztą wyraźnie zaznaczam "bez żadnych skwarków" i działa. Zup, gołąbków itp. z założenia w restauracjach nie zamawiam, nie ma sensu ryzykować.


marcelinka - 5/9/2006 godz. 14:21

ja kiedys ugryzlam kawalek kielbasy (tzn taka mala kosteczke-nie, to zebym kielbache specjalnie jadla... ), bo byla w jejecznicy i jej nie zauwazylam...jajecznicy tez bym nie jadla, ale wychowawca mnie normalnie zmusil (to bylo na wycieczce)
obrzydlistwo! ale na szczescie zdazylam w pore wypluc...

no i akcja z pizza, ale to akurat zauwazyalm i nie jadlam-zamowilam hawaje BEZ szynki, podkreslajac to kilkakrotnie, facet przywozi pizze otwieram pudelko a tam 4 wielkie platy szynki


joasiotek - 5/9/2006 godz. 14:36

niedawno się dowiedziałam, że mieszanka chińska, którą zdążyłam zjeść dwa razy jest na kostce drobiowej


Asia - 5/9/2006 godz. 18:39

Ja kiedyś na grilu zjadłam kawałek boczku, ciocia robi mi specjalnie szaszłyki wege i zawsze były ok i nadal są ,ale ja z własnej głupoty zjadłam ten szaszłyk ,co nie trzeba...było lato i było juz ciemno ,no i nie za bardzo sie przyglądałam c,o w nim jest no i tak jem i sie nadziałm na "niespodziankę" :/


natalienne - 5/9/2006 godz. 18:45

Kiedys na impreie zamowilysmy z kumpelami pizze, i przez pomylke zjadlam kawalek salami, bo bylo pod srem na mojej "wegetarianskiej" polowce
W sumie dwa razy sie taka sytuacja zdarzyla


SoulSista - 7/9/2006 godz. 20:25

Jakieś dwa lata temu jadłam jeszcze ptasie mleczko, do czasu aż znajomy weganin uświadomił mnie, że do ścinania tej pianki używa się krwi zwierzęcej, czego nie piszą na opakowaniu, ale znalazł tę informację w spisie produktów nieodpowiednich dla wegetarian (w jakiejś polskiej książce z przepisami wegańskimi). Sama na własną rękę nie znalazłam jeszcze potwierdzenie tej informacji, ale w hotelu, w którym pracuję, kucharz powiedział, że to by się zgadzało, że nie wszystkie składniki jakie przewijają się w procesie produkcji trzeba umieszczać wśród składu produktu.. Nieźle, co?


Owo - 8/9/2006 godz. 14:56

Zgroza Nagle zrozumiałam, dlaczego nigdy nie lubiłam ptasiego mleczka
A tak wyrwę się z kontekstu, ale czy to nie wkurzające, że jeśli się jest wegetarianinem i nie zje się potrawy z mięsa, którą przygotował gospodarz, jest to uważane za zniewagę, za złe wychowanie, za jakieś fochy, a nie za przekonanie po prostu? Wkurza mnie przeokropnie coś takiego. Odkąd pamiętam, zawsze trzeba było coś zjeść, żeby nie zrobić komuś przykrości


Shaera - 9/9/2006 godz. 06:55

od kad zaczelam byc weg nie zdarzylo mi sie zjedzenie przez przypadek kawalka miesa. ale ciagle wylapuje jakies dodatki pochodzenia miesnego we wszelkich produktach......


Srebrna - 9/9/2006 godz. 07:35

Odkąd wyplułam kwałek mięsa do talerza, jedząc zupę "w pełni wegetariańską", zrobioną przez moją siostrę (która po prostu uważała, że nie musi mnie informować o tym, że w mojej zupie gotowała mięso dla dziecka - przecież je wyciągnęła), najczęściej jem tylko to, co sama ugotuję. I na tym się chyba skończyły moje "pomyłki".


kamma - 11/9/2006 godz. 13:09

quote:
Nie zjadłam całej (sałatki), mimo zapewnień mamy (a miałam do niej zaufanie i wierzyłam) smakowała mi jakoś dziwnie. Później kuzynka powiedzia, że było tam rozdrobnione mięso kurczaka. Myślę, że mama długo żałowała, że mnie okłamała, odbudowywanie zaufania to trudny proces. .


W moim przypadku - rosół na kurzych łapkach (nie tych w kącikach oczu ) Nakryłam ją przypadkiem, bo wujek zapytał, co to za kurze łapki leżą w kredensie, a mama poczerwieniała i zaczęła się głupio śmiać. Od tamtej pory, gdy mama mi coś ugotuje, pytam sto razy, a ona się obraża, że jej nie ufam. Uważam, że sobie na to zasłużyła. A od kiedy jestem weganką mówi, że nie umie dla mnie gotować.


unvege - 11/9/2006 godz. 15:02

prawdziwe dramatu tu wyczytuje!
jak mozna wypluc mieso! tak narzekacie czasem ze tyle jedzenia sie marnuje zeby wyprodukowac mieso, a moznaby tym nakarmic tyle glodujacych ludow! a sami co robicie? nie dosc ze sami nie zjecie to zostawiacie to wszystko na zmarnowanie!



pozdroowki

NIE MARNUJCIE JEDZENIA!


EvilOne - 11/9/2006 godz. 15:28

Kiedys na opakowaniu z pierogami przeczytałam ze wszystko spoko, a tu na sam koniec notatka- wkład z tłuszczu wieprzowego fuj!!
mama probowala mnie namowic na nie-wege zupe, nie było w niej ani kawałeczka (wczesniej wyjęła pierś kury) ale węchem wyczułam ze cos nie gra... intuicja działa cuda
i najlepiej gotowac sobie samemu- to fakt


Dżakonda - 11/9/2006 godz. 15:37

Hmm ja może nie zjadłam niczego podejrzanego, ale przez moją nieuwagę trochę straciłam. Np. napaliłam się na jogurt w lodówce ( kiedy byłam jeszcze wegetarianką), całe popołudnie czekałam aby go zjeść, potem wieczorkiem na kolacje zabieram się do spałaszowania, ale mnie podkusiło i spojrzałam na skład. I oczywiście znajdowała się tam żelatyna wieprzowa. I z uczty nici Np. kupiłam sobie orzeszki, płatki kukurydziane, przychodze do domu, patrze dokładnie na skład ( jestem bardzo nieuważna a tam laktoza Największe straty jak na razie odniosłam w dziale finansów


joasiotek - 11/9/2006 godz. 15:47

quote:
prawdziwe dramatu tu wyczytuje!
jak mozna wypluc mieso! tak narzekacie czasem ze tyle jedzenia sie marnuje zeby wyprodukowac mieso, a moznaby tym nakarmic tyle glodujacych ludow! a sami co robicie? nie dosc ze sami nie zjecie to zostawiacie to wszystko na zmarnowanie!



pozdroowki

NIE MARNUJCIE JEDZENIA!


kto powiedział, że to mięso jest zmarnowane? Jak tak ci zależy to możemy przysłać ci je pocztą . Zmieniłam zdanie, sam wyjmij je ze śmietnika .


Dżakonda - 11/9/2006 godz. 15:49

Joa - nie karm trolla, naprawde nie rozumiem takiego masowego pojawiania się mięsożerców na forum dla wegetarian, katolików na forach ateistów. Nie interesuje się modelarstwem, więc nie wpycham się komuś na forum Jakaś chęć szpanerskich zagrywek, ech...


EvilOne - 11/9/2006 godz. 18:11

dokładnie- nie wchodze na forum modelarzy i im nie wrzucam ze brzydkie modele robią.
Jezeli czlowiekowi brak zainteresowań do tego stopnia ze nie potrafi znalezc dla siebie odpowiedniego forum w necie i wbija sie na takie, ktore go nie dotyczy i nie ma o nim szerszego pojecia to oj... nie za dobrze o tym kims swiadczy
nie znizajmy sie do tego poziomu...
iiii........ GO VEGE!!!!


czarocha - 15/9/2006 godz. 15:58

hej ja mialam 3 wpadki- pierwszy to z tabletkami! (oczywiscie przeoczylam powloczke zelatynowa ) Drugi to z salatka mojej mamy ktora powiedziala ze wegetrianska! tylko na zupce chinskiej- bylam pewna ze wrzuca tylko makaron ale nie przyprawy tez wrzucala oczywiscie z jakiegos rosołku z kurczaczkiem a trzeci raz to hit w wykonaniu mojej babci! Zrobila ciasteczka no oczywiscie takie kruche zwykle no to napewno bezmiene zreszta bylam pewna ze by mi powiedizala o jakiejs "niespodziance" A tu nagle w rozmowie sie okazalo ze zrobila je ze SMALCEM GESIM ;( Moi drodzy teraz to juz jestem przewrazliwiona i o wszystko pytam a jak mam jakiekolwiek watpliowosci to nie jej- bo dla niektorych zupa na kosciach jest bezmiesna itp. Szok!!


marcelinka - 15/9/2006 godz. 17:20

to akurat nie wpadka, ale dzisiaj musialam kupic mieso dla psiaka, do tej pory robila to moja mama, ale Mala jest chora i moze jesc tylko kurczaka, a nie bylo w domu i nie mial kto kupic-wybralam sie do sklepu...

odkad jestem wegetarianka nie bylam w miesnym-weszlam i poczulam obrzydliwy zapach zwlok byla spora kolejka, wiec musialam wdychac przez kilka minut ten swad...normalnie czulam sie jak w filmie-naokolo mnie pelno ludzi opowiadajacych jaki to zwloki maja cudowny smak, o metodach przyrzadzania itp, ekspedientki kroily mieso, golymi rekami je dotykaly i w ogole fuu...zachwalaly niskie ceny mies a podobno zycie jest bezcenne

kupilam 3 skrzydelka z wielkim trudem to wymawiajac...a sprzedawcyni zamiast podac mi to za uszy reklamowki wcisnela prosto w dlon nie wytrzymalm i powiedzialam glosne i przeciagle "o fuuu...!!" ludzie dziwnie sie na mnie patrzyli


Ajlon - 17/9/2006 godz. 12:15

Nie przypominam sobie, zebym zjadla kawalek miesa, ale owszem, wpadki z dodatkami pochodzenia zwierzecego sie zdarzaly (np seeki czy maslanka z zelatyna...). Generalnie staram sie byc uwazna, a mojej rodzince moge ufac, nie sa typem osob, ktore nie akceptuja mojego wege, nie ma prob namawiania do miesa a tym bardziej "przemycania" czegos do jedzenia. Poza tym najczesciej jednak gotuje sobie sama.
Marcelinko, co do skrzydelek, to kiedys zostalam w domu sama z kotem, a on jest karmiony m.in wlasnie surowymi skrzydelkami, i musialam przez tydzien je kupowac, kroic...nic przyjemnego...
a temat o zapachach sklepow miesnych juz gdzies tam na forum sie znajduje


joasiotek - 17/9/2006 godz. 19:11

właściwie to mam yorka. On uwielbia metkę lekarską (wołową) i, że jest chyba najdelikatniejszym psem świata muszę mu ją rozmielać . Nawet mięsożercę ścisnełoby w żołądku gdyby musiał paprać tę papkę . Jednak przyzwyczaiłam się do tego ochydstwa, bo nie mogę odmówić mojemu psu jego ulubionego śniadanka, tylko dlatego, że tak strasznie się go brzydzę...


Megumi - 18/9/2006 godz. 16:37

quote:
to akurat nie wpadka, ale dzisiaj musialam kupic mieso dla psiaka, do tej pory robila to moja mama, ale Mala jest chora i moze jesc tylko kurczaka, a nie bylo w domu i nie mial kto kupic-wybralam sie do sklepu...

odkad jestem wegetarianka nie bylam w miesnym-weszlam i poczulam obrzydliwy zapach zwlok byla spora kolejka, wiec musialam wdychac przez kilka minut ten swad...normalnie czulam sie jak w filmie-naokolo mnie pelno ludzi opowiadajacych jaki to zwloki maja cudowny smak, o metodach przyrzadzania itp, ekspedientki kroily mieso, golymi rekami je dotykaly i w ogole fuu...zachwalaly niskie ceny mies a podobno zycie jest bezcenne

kupilam 3 skrzydelka z wielkim trudem to wymawiajac...a sprzedawcyni zamiast podac mi to za uszy reklamowki wcisnela prosto w dlon nie wytrzymalm i powiedzialam glosne i przeciagle "o fuuu...!!" ludzie dziwnie sie na mnie patrzyli


Przecież to jest normalnie niehigieniczne i na pewno nie zgodne z przepisami


moniulekm - 19/9/2006 godz. 05:29

tak, mi się zdarzyło. wczoraj!!! i nie zgadniecie w czym!
czy ktoś wiedział, że w pasztecie firmy sante jako ostatni składnik jest cudowne E 635...?


kamma - 19/9/2006 godz. 07:02

Właśnie jedna rzecz mnie zastanawiała w tych pasztetach, nie tylko Sante. Ich oferta jest skierowana przede wszystkim do wegetarian, prawda? W takim razie, żeby zwiększyć sprzedaż, powinni postarać się o napis na opakowaniu: "Produkt może być spożywany przez wegetarian (lub wegan)". A ani Sante, ani Polgrunt, ani Primavika takich napisów nie mają. Pytanie: dlaczego? Czy naprawdę tak trudno uzyskać zgodę na umieszczenie tego napisu? Czy może ich produkty nie spełniają tego wymogu?


JAGA - 19/9/2006 godz. 15:58

quote:
Właśnie jedna rzecz mnie zastanawiała w tych pasztetach, nie tylko Sante. Ich oferta jest skierowana przede wszystkim do wegetarian, prawda? W takim razie, żeby zwiększyć sprzedaż, powinni postarać się o napis na opakowaniu: "Produkt może być spożywany przez wegetarian (lub wegan)". A ani Sante, ani Polgrunt, ani Primavika takich napisów nie mają. Pytanie: dlaczego? Czy naprawdę tak trudno uzyskać zgodę na umieszczenie tego napisu? Czy może ich produkty nie spełniają tego wymogu?


to mogłoby oznaczać,że np pod "przyprawy",które są wymienione w składzie mogłoby się znajdować np E635,czy tez inne E-niewege świństwo Bo w sumie "przyprawy" to pojęcie względne.
Od kilku miesięcy jestem wierna pasztetom i pastom własnej roboty.


Aga94 - 19/9/2006 godz. 17:34

A mi się nie zdarzyła żadna wpadka
W mojej rodzinie ludzie są honorowi i mimo tego że nie popierają że jestem wegetarianką to nie wciskają mi na chama tego obrzydliwego mięcha!!

Pozdróweczki buziaczki!!


kamma - 19/9/2006 godz. 18:05

Aga94, szczęściara z Ciebie Oczywiście moja rodzina w tej chwili też już jest honorowa, ale w pierwszych latach różnie bywało... Właściwie nie wiem, ile razy mama mnie oszukała. Przyłapałam ją tylko raz z tym rosołem na łapkach.


Aga94 - 19/9/2006 godz. 18:13

Heh...najpierw długo się upierała że bedę miała jakieś niedobory itd. ...no bo jest pięlęgniarką więc jeżeli by mi źle wyszła morfologia to bym jej nie oszukała..
Ale wyszła morfologia dobra i dzięki niej zgodziła się na wegetarianizm..a moja mama jeśli się zgodzi to już ostatecznie!


JAGA - 28/9/2006 godz. 19:52

wczoraj o mało nie zjadłam zupy na kości.Oto zdarzenie:wracam z rodzinką wymęczona po całym dniu na zakupach,jestem głodna jak wilk,nastawiam wodę na kalafior,a akurat wpada Babcia z zupą i mówi:"specjalnie z myślą o Was(tzn o mnie i moim chłopaku)nie dałam ani kostki,ani śmietany itd" .patrzę...hm...ładna zupka warzywna i już miałam ją zacząć podgrzewać i próbować,gdy nagle Babcia sobie uprzytomniła:"Jadziu ale ta zupę możesz zagrzać tylko Mamie,bo zapomniałam,że robiłam ją na kości" no cóż...ale bez śmietany była


joasiotek - 6/10/2006 godz. 16:09

na zielonej szkole była zupa pomidorowa. Kelnerka zapewniała mnie, że jest 100% wegetariańska, ale coś mi pachniała jakbybyła na mięsie...w końcu niestety się nabrałam i włożyłam łyżkę do ust. Poczułam ochydny smak, o którym zdążyłam już zapomnieć. Domyśliłam się co to jest i niestety się nie powstrzymałam od wyplucia tej zupy do miski.


SIMA - 16/2/2007 godz. 22:21

Ojjjj...zdażylo mi sie,to było podczas wigilli w hotelu gdzie pracuje.Mamy ja organizowana co rok przez naszych pracodawców,dzien wczesniej słyszalam ze uszka maja byc z kapusta i grzybami,wiec nałozylam ich sparo do barszczu,jak rozgryzlam pierwsze z nich to juz wiedzialam z czym sa.... czesc uszka połknełam przez przypadek ale reszte musialam wypluc to serwetki...koszmar!


Lily - 16/2/2007 godz. 23:19

Mięso jako takie nie, ale np. jakiś bulion w gotowym produkcie tak - niestety.


ritch - 17/2/2007 godz. 06:35

Kiedyś, gdzieś tak dopiero po miesiącu bycia wege, wróciłem z jakiejś imprezy i byłem tak pijany, że chyba coś mięsnego zacząłem jeść, ale nie pamiętam dokładnie jak to się skończyło


luca_rudegirl - 19/2/2007 godz. 20:49

od pierwszego podejścia do wegetarianizmu, ponad rok temu, zdarzyło mi się, bo wtedy jeszcze mięso mnie pociągało, ale jak dojrzałam do decyzji żeby być definitywnie wege miała wpadke tylko z żelatynom w jogurcie


ptakbezglowy - 19/2/2007 godz. 21:37

zjadłam deserek... moja mama kupiła aż trzy bo bez żelatyny. zjadłam.
ale coś mnie tknęło i przeczytałam dokładniej skład... zgadnijcie co tam było...

czasami mam taki bunt i myślę sobie- jesteś wegetarianka co za różnica czy odmówisz sobie deserku mlecznego z dozwolonym składnikiem czy niedozwolonym. w końcu i tak placisz za mleko i mechanizm zla działa. ale kiedy patrzę na te spionione deserki i myślę o żelatynie... to wolę unikać. nie mam takich ostrych reakcji jak część z Was, ale czuję wyraźny niesmak.
jadam też sery żółte które bardzo lubię ufajac mamie że są z Hochlandu. ale chyba z tym skończę. Trzeba sie zabrać za siebie a nie byc jak drewienko na wodzie.

ps. a o babci już nie wspomnę... założę się że tam moja naiwność i chęć zachowania zdrowej atmosfery w rodzinie (nie chcielibyscie nzac niektorych awantur... ale dziadkowie starzy, zdziecinniali i od zawsze jacyś dziwni) pozwalają kopać moj wegetairanizm jak tylko można.


waszakicia - 26/2/2007 godz. 13:02

Wkurzają mnie czasem takie sytuacje jak np. to że czasem moja mama gotuje sobie jakąs miesną zupę i tą samą łyżką chce pomieszać np.warzywa które smaże na patelni. Teraz juz tak nie robi ale kiedyś o mały włos jej sie zdarzyło. Albo wkurza mnie ze czasem kupie jakiś gotowy produkt, czytam skład a tu np. białko jajka kurzego. :/ Albo kiedyś zjadłam przez własną nie uwagę coś co zawierało lecytyne sojową. eh..


vegetena - 26/2/2007 godz. 13:10

Już się nauczyłam, że posiłki najlepiej przygotowywać samej. Kiedy ktoś z mojego otoczenia coś gotuje itp., dokładnie wypytuję z czym to jest. Przykład - zupa. "Co tutaj dodawałaś?" "No a co można? Warzywa, sól i wodę" "Co jeszcze?" "No to wszystko". Niby ok, ale podchodzę do stołu, jeszcze nie jem i przypomina sobie "Tu jest jeszcze kostka warzywna, no ale jak warzywna, to tylko z warzyw". Ech. Na początku tylko odstawiałam mięso, myśląc jak ta osoba - mięso jest tylko w mięsie. Jaka ja GŁUPIA byłam. Jadłam wszelkie słodycze, nie patrząc na skład, pizzę ze smalcem... Ale za to przejście na owowegetarianizm przebiegło bez żadnych błędów. Bo wiem co to lecytyna sojowa, laktoza, serwatka, ocet...


waszakicia - 26/2/2007 godz. 13:16

No własnie ten felerny ocet..
ale przeciez chyba nie każdy jest niewegetariański?


vegetena - 26/2/2007 godz. 13:33

Nie wiem, trzeba pisać do producentów, ale ja uważam na każdy


Lily - 26/2/2007 godz. 16:47

Ocet??? A co jest w occie? Ja zwariuję :/


vegetena - 26/2/2007 godz. 17:11

Podobno do klarowania octu używa się żelatyny, dlatego ja uważam na wszystkie. Podobno niektóre sa produkowane w wegetariański sposób, może i większość, nie wiem...


whiper - 27/2/2007 godz. 11:24

Zdarzyło mi się zjeść jogurt, ciasto (z żelatyną), chipy o smaku kurczaka, kawałek "niby wege" pizzy, ptasie mleczko, gruszki w occie.... mniej więcej co pol roku zjadam coś czego nie powinnam... Pamiętam, że na początku mojej wege przygody rodzina próbowala robic triki typu sosik miesny "niby grzybowy", nalesniki na smalcu... ale po miesiacach walki dali sobie spokoj


SoulSista - 27/2/2007 godz. 11:50

Ostatnio siedziałam któryś dzień z rzędu długo w pracy, i po południu przynieśli nam paterę tartinek z restauracji, część była z kawiorem, więc od razu odpadła, a reszta wyglądała na stuprocentowy twarożek z melonem i papają na wierzchu, dałbym głowę, zapach, smak, itd. Potem rozmawiałam z kucharzem, no i wielki Zong, bo były ni mniej ni więcej, tylko zmielone również z .. łososiem i szynką :[ Zazwyczaj wiedzą jakie żarcie zamawiam, i czego nie jem, ale był po prostu inny kucharz..


waszakicia - 6/3/2007 godz. 14:43

Maggi - byłam przekonana że jest wegetariańskie.
Ostatnio pomyliłam bułke tartą z kaszą manną kotlety sie troche skleiły... heheh


ptakbezglowy - 6/3/2007 godz. 21:45

Ugryzłam kanapkę z szynkowym serkiem. ):
To było bardzo niemiłe...

A miałam też taką rzecz. Ugryzłam kanapkę, w której z jednej strony był serek i sałata z drugiej szynka. Kiedy koleżanka mi powiedziała omal nie odleciałam w kosmos. "Jeju, Ola, nie martw się, padlinka jest na drugiej części...". W każdym razie... mam traumatyczne przeżycia z kanapkami...

Nie gryźcie obcych kanapek.


joasiotek - 10/3/2007 godz. 17:08

quote:
Już się nauczyłam, że posiłki najlepiej przygotowywać samej. Kiedy ktoś z mojego otoczenia coś gotuje itp., dokładnie wypytuję z czym to jest. Przykład - zupa. "Co tutaj dodawałaś?" "No a co można? Warzywa, sól i wodę" "Co jeszcze?" "No to wszystko". Niby ok, ale podchodzę do stołu, jeszcze nie jem i przypomina sobie "Tu jest jeszcze kostka warzywna, no ale jak warzywna, to tylko z warzyw". Ech. Na początku tylko odstawiałam mięso, myśląc jak ta osoba - mięso jest tylko w mięsie. Jaka ja GŁUPIA byłam. Jadłam wszelkie słodycze, nie patrząc na skład, pizzę ze smalcem... Ale za to przejście na owowegetarianizm przebiegło bez żadnych błędów. Bo wiem co to lecytyna sojowa, laktoza, serwatka, ocet...


to znaczy, że kostka warzywna nie jest wegetariańska? Co do lecytyny sojowej to napisałam do Federacji Konsumentów, bo na ich stronie napisane jest, że niby jest wegetariańska i odpisali mi, że tak, jest. Sama nie wiem co o tym myśleć.


Lily - 10/3/2007 godz. 18:17

Może jest z ryb czyli wegetariańska ... :]


vegetena - 10/3/2007 godz. 21:50

W tych kostkach najczęśćiej się zdarza glutaminian sodu, nie piszą w jaki sposób jest on pozyskiwany: czy z fermentacji, czy z suszonego mięsa. Te, co mają w skłacie cośtam "disodowy", nie są wege. Czytaj właśnie składy. Na www.vege.pl jest spis niewegetariańskich dodatków do zywności, polecam lekturę


Zagadka - 11/3/2007 godz. 13:30

Z niewegetariańskich rzeczy przez przypadek ciamnełam na początku jakiś serek homogenizowany, który jak się okazało był z żelatyną. Ale teraz sprawdzam dokładnie skład tego co jem (mądry polak po szkodzie), a w domu nikt mi nie wrzuca żadnych mięsnych dodatków do zup itp.


Fatty - 13/3/2007 godz. 17:40

Mam słabość do ryżu z warzywami autorstwa mojego taty... czasami robi się z tego danie nieco brejowate(aczkolwiek nadal pyszne) i nie wiadomo dokłądnie co tam jest, ale myślałam,że jak zwykle będzie to danie wege. Przy drugim kęsie poczułam coś o nieco dziwnej, twardszej ale kruchej konsystencji, ale jednak przełknęłam. Coś mnie tknęło i zaczęłam grzebać w talerzu... okazało się,że ojciec dodał do tego podsmażoną i pokrojoną pierś z kurczaka. Nie wiem czy to była reakcja mojego organizmu na mięso, czy raczej reakcja bardziej powiązana z psychiką ale do końca dnia bardzo bolał mnie brzuch.
To było w tamtym roku,a w tym roku mama uraczyć mnie chciała kapuśniakiem. Zazwyczaj go nie tykałam, bo często dodawano do gotującej się zupy kiełbasę,boczek etc "dla smaku", jednakże odkąd u mojego ojca wykryto cukrzycę, mama gotowała kapuśniak-wege, co mnie oczywiście było na rękę. Ale ostatnio zasiadłam do michy, skosztowałam zupy i czuję,że coś jest nie tak. Okazało się,że ojcu brakowało smaku i jednak wrzucił mięcho do gotującej się zupy... W chwili obecnej jeżeli mam jakiekolwiek podejrzenia co do dania, to nie jem. W tłusty czwartek obawiajac się 'smalcowego' pączka, wytłusciłam całą kuchnię smażąc kaloryczne łakocie na oleju



melanrz - 20/3/2007 godz. 22:11

Słuchajcie... a jak wyglada sprawa z mlekiem sojowym? Kiedys kupilem takowe i gdy po wypiciu przeczytalem sklad, bardzo sie zdziwilem. Otoz nie pamietam jzu ale bylo tam cos pochodzenia zwierzecego....


ptakbezglowy - 21/3/2007 godz. 17:01

Na 18tce u przyjaciółki uraczyłam się bezmyślnie chipsem... smak jakiś wstrętny ostry... kurczakowy.


anawwa21 - 22/8/2007 godz. 20:12

Moi rodzice mieli zwyczaj maskowania mi w kanapkach kawaleczkow szynki w masle, pod pomidorem/ogorkami...
Kiedys tez zaproponowali mi kotleta sojowego, ktory wcale nie byl soja. Cale szczescie nie zjadlam bo nie jem niczego co chocby wygladem przypomina mieso.


marchewka2808 - 22/8/2007 godz. 22:10

ja dwa tygodnie temu byłam jako wolontariusz w osrodkuu jexdzieckim boo jakies dzieciaki przyjachały na obóz i jest obiad spagetti wszyscy zapewniali ze bez mięsa było ciemno w pomieszczeniu a swiatła nie było jem gryze poczułam ochydne nie wiem włókna jakies taki jakie ma mięso fuj siedze prz stole a to było w trakcie rozmowy włsnie o tym dlaczego jestem wege a ja tak siedze z tym w buzi ludze do mnie gadaja i wkoncu koleżanka obok mni euratowała bo zaczeła za mni eodpowiadac na ich pytania a ja pobiegłam do łazienki wyplułam wszystko i chyba z 10minut płukałam usta ale ten sma ciagle był okropnosc


Jakub - 22/8/2007 godz. 22:15

Ja kiedyś falafela wegetariańskiego dostałem z... mięsem. No trochę się facetowi popieprzyło, a że nikt mi wcześniej takiego kuku nie zrobił, to też nie zwróciłem uwagi, aż ugryzłem. No i ugryzłem, pomyślałem kur**, i grzecznie odłożyłem na półeczce. A że było to na dworcu centralnym, to pewnie się nawet nie zmarnowało.


AgraFeczka89 - 23/8/2007 godz. 21:49

ja się pilnuje brat mnie na codzień straszy ,ze coś mi coś nie wege podstawi do zjedzenia ;p


anaitis91 - 12/9/2007 godz. 18:59

Najczęsciej u babci... pływało w zupie... ("nie denerwuj mnie, przecież mówiłam ci, że zupa nie jest na mięsie! wymyślasz!")
Na obozie był na obiady taki kotlet z zapiekanego sera, wszystko było ok dopóki pewnego dnia bez uprzedzenia zapiekli w nim kawełek szynki czy tam kiełbasy, nie wiem co to było... od razu wyplułam, ale niedobrze mi było przez cały dzień. Ble:/
A kiedyś w gimnazjum koleżanki uważały za świetny żart kupowanie bułki z szynką i rzucanie tą szynką... we mnie, oczywiście.
Tak wygląda moje życie wegetarianki. Zresztą jak pewnie większości z Was ;]

[edytowane 12/9/2007 przez anaitis91]

[edytowane 12/9/2007 przez anaitis91]


vegetena - 12/9/2007 godz. 19:22

quote:
Tak wygląda moje życie wegetarianki. Zresztą jak pewnie większości z Was ;]

Przyczepię się tego Mi kiedyś 'koleżanki' wpychały na siłę do buzi cukierki czy chipsy bekonowe.... No comment, myślałam, że ludzie mogą być poważniejsi. Ale już tak moje życie nie wygląda, oj nie, pewnie pewnej części (nie śmiem twierdzić ani że większości, ani mniejszości)też , co? Poza tym, że ludzie nie rozumieją wegetarianizmu i czasami zdarzają się potyczki słowne, że tak powiem, to generalnie nie mam zastrzeżeń, chociaż i to jest duże


xxl - 12/9/2007 godz. 19:58

quote:
Tak wygląda moje życie wegetarianki. Zresztą jak pewnie większości z Was ;]


A życie weganki? :p
W szkole dzieci (czyt. chłopcy) się nabijają, brat krytykuje, ojciec szuka zaczepki. W temacie o myślistwie opowiadałam o chłopaku, który lubi polować i raczyć mnie szczegółowymi opisami swoich 'dokonań'. Jesteśmy teraz w osobnych klasach, ale nadal mamy razem niemiecki. Bywa, że mi go trochę żal. Smutne, jak płytkim można być.

Ale ja nie narzekam, potrafię się odciąć. Szkoda mi jedynie czasem, że nawet we własnym domu nie znajduję pełnej akceptacji.

Weganizm naprawdę wiele mi daje - nadzieję, dziwne poczucie szczęścia - i nic mnie z niego nie zawróci ;) Pomimo trudności, bilans zawsze wychodzi na plus :p


anaitis91 - 13/9/2007 godz. 19:09

Pod tym względem weganie mają pewnie jeszcze gorzej... ale co tam, i tak będę weganką


velvet - 14/9/2007 godz. 05:50

Przez pomyłke? może nie. ale przez nieświadomośc tak. Chodzi o składniki odzwierzęce w pokarmach. Ciągle sie ucze. Już wiem że mam trzy razy przeczytać i zastanowić sie nad składem przez spałaszowaniem jogurta.
A codzienne sytuacje? Rodzice nie posuwają się do podstępów, wiec jest ok

[edytowane 4/3/2009 przez velvet]


Wercia - 14/9/2007 godz. 10:15

quote:
ja kiedyś zjadłam pół pieroga z mięsem. Okazało się, że tam gdzie je produkowali musieli się pomylić - bo pół paczki pierogów z kapustą i z grzybami zawierało pierogi z mięsem. Tę felerną paczkę zjadł na obiad mój mięsożerny man.


Miałam kiedyś identyczny przypadek A ostatnio - wskutek podstępu mojej mamy - zjadłam trochę zupy na mięsie, ale na szczęście już po kilku łyżkach zorientowałam się, co jem.


zapapalka - 28/9/2007 godz. 13:28

quote:
Jakieś dwa lata temu jadłam jeszcze ptasie mleczko, do czasu aż znajomy weganin uświadomił mnie, że do ścinania tej pianki używa się krwi zwierzęcej, czego nie piszą na opakowaniu, ale znalazł tę informację w spisie produktów nieodpowiednich dla wegetarian (w jakiejś polskiej książce z przepisami wegańskimi). Sama na własną rękę nie znalazłam jeszcze potwierdzenie tej informacji, ale w hotelu, w którym pracuję, kucharz powiedział, że to by się zgadzało, że nie wszystkie składniki jakie przewijają się w procesie produkcji trzeba umieszczać wśród składu produktu.. Nieźle, co?


serio? ? ? a ja jakiś czas temu zjadłąm chyba z 4 ptasie mleczka x/ o niee


Natasha - 28/9/2007 godz. 17:49

"wpadka" ta dotyczy raczje mojej babci i mamy i o mało co nie zjadłam trochę mięsa ale wątpie by umknęło one mojej uwadze babcia kiedyś przygotowała fasolę po bretońsku. niby miała być bez mięsa (specjalnie odłużyli dla mnie osobną porcje) już sporo zjadłam a w pewnym momencie patrze... a tam kieubasa wszystkie kawałeczki, co do najmniejszego, zebrałam z mojego "dania" i wyrzuciłam. mama mówi że pewnie jak babcia gotowała i mieszała to to przełożyła łyżkę z fasoli dla reszty do mojego dania i stąd ta kieubasa. może i ma rację, ale od tamtej pory nie zjadłam nic czego sama bym nie przygotowała, nawet zup bo chociaż zawsze się po 100 razy dopytuje czy nie ma tam ano trochę mięsa, czy nie dodawali kaści albo nie było w niej kostki rosołowej (doczytałam w składzie że ma w sobie tłuszcz z kurczaków ) to i tak niepewnosć pozostaje i się jakoś wymiguje


KasiaWS - 29/9/2007 godz. 12:39

Zdarzyło mi się dwa razy w pizzy..raz w Marghericie i raz w WEGETARIAŃSKIEJ i to była najbardziej znana marka światowa, która robi tą pizze!..Kurczak w pizzy wegetariańskiej...skandal! Teraz już nikomu nie ufam...


Ivonia - 2/10/2007 godz. 17:04

Bleeeeeeeeeeeeeee! a ja dzisiaj jadłam ptasie mleczko....Aż mi kolacja podeszła do gardła
Okropieństwo...

A co do tematu to jakieś 1,5 roku temu chłopak dał mi kawałek placka i zapewniał że to ziemniaczany. Nie wyglądał podejrzanie więc wzięłam kawałek do buzi. Na szczęście jeszcze nie zaczęłam tego gryźć i powiedział że to mięso. Takie "zjebki" za to dostał że żałował przez długi czas

[edytowane 2/10/2007 przez Ivonia]


Myszka - 2/10/2007 godz. 19:27

Mnie sie zdarzyla raz wpadka z zupa... Moja babcia ugotowala zupke i zapewniala mnie ze jest ona na pewno wegetarianska i ze spokojnie moge ja zjesc. Pomyslalam ok przeciez babcia by mnie nie oszukala... jem sobie ta zupe i przy 2 lyzce co?? Mam w buzi kawalek kosci!! Normalnie wyplulam to i w lazience cala zawartosc mojego zoladka znalazla sie w toalecie.... Czulam sie tak fatalnie.... Do tej pory jak mi sie to przypomina to az mi niedobrze.... A babci juz nie ufam i papu robie sama...
A co do wszystkich naszych "ulubionych" dodatkow E to caly czas sie na nie nacinam... Przez 1,5 roku jak jestem wegetarianka to nie zdawalam sobie sprawy z tego co jem. Dopiero od jakis 2 miesiecy jestem uswiadomiona dzieki tej stronce i forum... Co ja bym bez was zrobila??


vegetena - 3/10/2007 godz. 18:20

Paulinko, sporo musisz poczytać. Bo wszystko o co pytasz jest na forum w zasadzie I czytaj składy


Patrishja - 1/12/2007 godz. 08:04

Mi ojciec zrobił psikusa. Przygotowywał na kolację jakieś bułki z farszem i dal mnie miała byc bez miesa. Ugryzłam i tak, coś mi dziwnie. Taki smak jakiś-niesmaczny. Powiedziałam,ze więcej nie zjem, a ojciec powiedział,. ze tam kawałki kiełbasy były... Ojciec jest przeciwko wegetarianizmowi, zatem któregoś dnia na obiad, do drugiego dania była kapusta zasmażana. Dla mnie jest robiona na kostce warzywnej i bez zasmażki. Ojciec mi ściemnił, ze jest taka jaką lubię, ale nie dałam się nabrać. Bie zjadałam jej, a potem rodziciel sie pyta:"czemu nie jesz?" bo, tak, nie mam ochoty-żeby nie były, ze mu nie ufam, czy cośtakiego... Więcej nie próbował mnie oszukać.


sXe - 1/12/2007 godz. 22:11

Zanim przejdę do meritum tematu mała uwaga:
Lecytyna jest wegetariańska, co najwyżej może nie być wegańska - używa się do jej produkcji albo soi, albo jaj. Pozyskiwanie z tłuszczu, albo łoju? Proszę o źródło tej informacji INNE niż Wegetariański Świat (ta gazeta także twierdziła, że cukier biały w Polsce nie jest wege myląc cukier biały buraczany z cukrem białym trzcinowym...), żadne inne źródło do którego dotarłem takich info nie podaje.
Do klarowania octu nie używa się żelatyny - to była plota, pisałem w tej sprawie do vege.pl i tą informacje skorygowali. I nagle temat zacisnął się TYLKO do octu spirytusowego, w procesie którego wytwarzania niektóre firmy używają kruku rybiego.

Moi drodzy korygujmy takie informacje.
http://wiedza.wege.pl/wiedza/i/?haslo=B12&litera= - to już przegięcie pały. Zamieszczanie niesprawdzonych info jako pewne informacje dla wegetarian szkodzą nam samym i całej ideologii wege, którą propagujemy.


A co do wpadek niewege... kurczę trochę tego było w mojej historii.
Przypadki niewiedzy i głupoty. Zjadłem kilka razy oscypka (3-5, nie pamiętam dokładniej ile, ale nie za dużo, bo mnie nie stać było, thx god, na więcej) jak przeprowadziłem się do Krakowa. Teraz jak mam ochotę na coś takiego (co bywa już b. rzadko - coraz mi bliżej do weganizmu) wiem, że są bezpieczne scypki mlekovity
A co do bardziej dramatycznych spraw. Mama mojej dziewczyny zrobiła zupkę... mówi, że wegetariańska, a ja czuję, że coś nie tak... Myślę sobie - może się mylę, może po prostu ohydna, nieświeże warzywa or something like's that... Zjadłem, bo co miałem powiedzieć? Kłamiesz? Kijowo gotujesz? Oczywiście okazało się, że mnie okłamała, później przepraszała.... Po ch** coś takiego robić? Kijowizna. Moja wege-kochanie też nie zauważyła tego i również zostało paskudnie wrobione ... :/
Drugi przypadek. Wybiegam z ostatniego wykładu i biegnę na dworzec by przejechać ileś tam set km (Kraków-Poznań) i zdążyć na przedstawienie teatralne, w którym grała moja ówczesna dziewczyna. W międzyczasie przesiadka we Wrocławiu, trochę czasu, a ja żadnego żarcia nie mam (i tu nie chodzi tylko o to, że nie zrobiłem sobie kanapek na drogę - kasa prawie wyczerpana, zresztą w tamtym czasie było naprawdę ze mną źle; zdarzały się nawet epizody jedzenia tego co znalazłem leżące na ziemi, a było wege). Idę do jakieś jadłodajni, patrzę co jest wege i na co mnie stać. O! Kasza. Zamawiam. Pani za ladą spojrzała na mnie - taki obdartus, widać, że nie bogaty i suchą kaszę zamawia. Chyba jej się żal mnie zrobiło. Czekam na żarło... a tu pani przynosi kaszę i mówi "polałam trochę tłuszczem, żeby nie była taka sucha", uśmiechając się dobrodusznie :| Dla mnie zgroza, ale kasy więcej nie mam, muszę coś zjeść (nie chodzi tylko o to, że byłem głodny; za mięsożernych czasów nabawiłem się choroby żołądka, stan zapalny i nadżerka - jeszcze nie wrzody, ale już prawie; jeśli b. długo niczego nie jem, żołądek koszmarnie mocno mnie boli). Odwróciłem się więc, tak żeby nie widziała co robię i jadłem tą kaszę która sucha była. Trochę jednak tego tłuszczu mimowolnie zjadłem :/ Moje ówczesne dziewczę obiecało mi jakieś żarcie jak przyjadę na to przedstawienie (nie była wege)... 2 kanapki z serkiem, których nie zjadła - co starczyć mi miało na 20 godzin (jeszcze trasa powrotna) Całe szczęście inni znajomi z teatru mnie wspomogli
No i trzecia sytuacja, najtragiczniejsza :| A więc poszukiwałem jakichś informacji o pewnym szalonym artyście z mojej rodziny i dotarłem do pani psychiatry, która się nim zajmowała. Ta pani miała ok. 90 lat. Z przyczyn niezależnych ode mnie spóźniłem się na spotkanie z nią (ok. 2 godz.). Była na mnie zła i strasznie mnie zbeształa. Przyznaję, że byłem spięty, a informacje, które chciałem zdobyć były dla mnie na wagę złota. Udało mi się jednak ją uspokoić. Po pewnym czasie zaprowadziła mnie do pokoju, w którym 3mała obrazy mojego krewnego i sama poszła do kuchni... jakiś czas później przyszła i oznajmiła mi, że zrobiła dla mnie studencki obiad Już się bałem. Myślę sobie - jak uświadomić tej starszej pani, że nie jem mięsa, a jednocześnie nie urazić jej i nie zniechęcić jej do mnie (a nawet moje długie włosy, które wówczas nosiłem, zdawały jej się nie podobać...). To co ona wie było dla mnie bezcenne... Ponadto zrobienie przez nią obiadu wymagało dla niej wręcz nadludzkiego wysiłku - ledwo się ruszała... Masakra. Podjąłem decyzję, że zjem cokolwiek zrobiła, żeby jej nie urazić, skoro i tak nasze stosunki były dość napięte... Okazało się, że zrobiła na pierwsze danie zupę.... nie mam pojęcia co w niej pływało, ale na pewno nie było to wegetariańskie. Na drugie danie - kiełbasa jakowaś gotowana, podana z burakami. Masakra Znów zastanawiałem się, czy jej nie uświadomić, ale jak zobaczyłem, że ledwo się rusza nakładając ją sobie i mnie... i że w lodówce nie ma nic poza tym... Stwierdziłem, że przecierpię, ten jeden raz. Ciągle też powtarzała, że trzeba zjeść wszystko bo to grzech. Nie wiem, czy ktokolwiek z was podjął by taką decyzję, ale naprawdę sytuacja (przynajmniej dla mnie) była krytyczna.
Najgorsza w tym wszystkim była rozmowa pod koniec.
"O! Widzę, że pan zjadł mięso, a F.K. [mój krewny, szalony malarz] nie jadł mięsa. Taką zupkę to tak, ale mięsa już nie". Myślałem, że padnę w tym momencie. Istniała szansa, że zrozumiałaby mój wegetarianizm...
Tą przygodę odchorowałem później. Mój organizm odzwyczaił się od mięsa, a szczególnie od takiej jego ilości. Dwa dni bólu brzucha. Być może błędem było to, że po wyjściu nie sprowokowałem wymiotów (w domu owej pani omal nie musiałem prowokować)... Ech :/

Ciężkie bywa życie wegetarianina


zapapalka - 1/12/2007 godz. 23:07

hmmm. . . ja bym się raczej nie zmusiła do zjedzenia tej kiełbasy ;/ zupa to jeszcze ale kiełbasa. . . ;/ jakoś bym ją próbowała po kawałku ewakuować z talerza do ręki potem do kieszeni a na dworze sru pierwszemu napotkanemu zwierzakowi


a co do wpadek. . . ostatnio mama zrobiła na obiad pierogi z mięsem a dla mnie z kapustą i grzybami. Kiedy wróciłam ze szkoły poprosiłam ją,żeby mi nałożyła pierogi na talerz,bo musiałam do łazienki (xD) No i jak już usiadłam do stołu,biorę tego pieroga do ust i co czuję? Mięso! oczywiście wszystko znalazło się z prędkością światła z powrotem na talerzu;/ Nie wiem,czy mojej mamie niechcący się pomyliło, czy zrobiła to specjalnie,bo w sumie na talerzu był tylko jeden "zakazany" pieróg ;/ o ten jeden za dużo ;/

no i sory za kolejny offtop;/
chodzi mi o to,że mamuśka kupiła mi wczoraj pasztet sojowy. Czytam jego skład i co widzę?
woda,olej,pieczarki,kasza,bla bla bla MIĘSO SOJOWE.

Moje pytanie brzmi: co to jest to mięso sojowe( to mięso może być sojowe? ) i czy ja to w ogóle mogę jeść? Czy mam dopisać pasztet do czarnej listy? Proszę o jak najszybszą odpowiedź,bo mama zaczęła się wypytywać czemu nie jem pasztetu skoro jest sojowy;/

wiem,ze pytanie powinno byc w innym temacie,ale tu przejawia się moje lenistwo xD a poza tym mój komputer ostatnio nabral tępa jak ślimak na wakacjach i zanim wejde na inny temat zdążę zaparzyć 10 razy herbatę ;/


Lily - 1/12/2007 godz. 23:59

"mięso" sojowe czyli granulat pewnie z mąki sojowej - możesz jeść, jesli lubisz, w tych pasztetach raczej glutaminian jest be...


sXe - 2/12/2007 godz. 00:56

Ale glutaminian jest może niezdrowy, ale całkowicie wegetariańskie. Najpierw wyizolowano go z wodorostów, później produkowano ze zboża, a dziś z hodowli bakteryjnej.

A tak poza tym przyznaje - zdrowy to on nie jest


sXe - 2/12/2007 godz. 01:25

quote:
hmmm. . . ja bym się raczej nie zmusiła do zjedzenia tej kiełbasy ;/ zupa to jeszcze ale kiełbasa. . . ;/ jakoś bym ją próbowała po kawałku ewakuować z talerza do ręki potem do kieszeni a na dworze sru pierwszemu napotkanemu zwierzakowi


Gdyby istniała tak możliwość bym tak zrobił, ale jej nie było. Cały czas rozmawiałem z ową starszą panią, nie uszło by jej uwadze, gdybym nagle w trakcie rozmowy schował kawałek kiełbasy do kieszeni, choćbym nie wiem jak dyskretnie chciał to zrobić... Nie jestem pewien, czy sytuację nakreśliłem dość jasno. Ona jadła to samo siedząc naprzeciw mnie, face to face i rozmawialiśmy.

Choć rozumiem, że większość ludzi tutaj może nie zrozumieć tego zachowania - wybrałem (w moim mniemaniu) mniejsze zło, sam przy tym zdecydowanie nie czerpiąc z tego smakowej przyjemności (nawet ponosząc krótkotrwały uszczerbek na zdrowiu). Przyznaję także, że poświęciłem moją ideę dla ważniejszego dla mnie celu. Mogłem tego nie zrobić, obrazić (mimowolnie) tą panią, i przez następnych kilka lat bezskutecznie szukać jakichś informacji o moim krewnym [więcej info niż ta doktor mi powiedziała nie udało mi się już nigdy zdobyć] - przynajmniej taką w tamtym momencie widziałem alternatywę, którą odrzuciłem. Tamte informację były dla mnie naprawdę szalenie istotne. Choć doskonale rozumiem, że większość ludzi tutaj może nie akceptować mojej tamtejszej, trudnej dla mnie, decyzji.

I jeszcze jeden epizod, podobny do tego co opisałem wyżej - moja babcia też zrobiła zupkę pomidorową... na czymś mięsnym. Nie wiem dokładnie na czym. Od tamtego czasu żadnych zupek u niej nie jadam, choć ona już akceptuje mój wegetarianizm (zresztą co by nie akceptowała decyzji dorosłego faceta, którego widzi kilka razy na rok ).


czarna - 2/12/2007 godz. 13:47

Nie mailam takiej sytuacji odkad jestem wege moze dlatego ze jestem dopiero od 3 lat?Zazwyczaj nie jadam tego czego sama nie zrobilam...


rzukosoczek_ewa - 6/12/2007 godz. 16:38

kiedys moja bardzo dobra kolezanka poczestowala mnie pączkami domowej roboty. wiedziala że jestem wege i zapewniala mnie że są smażone na oleju. wiec ze smakiem zjadlam chyba z 3.

kilka dni pozniej z usmiechem na ustach przyznala mi sie że te pączki na smalcu byly smażone. OKROPIENSTWO.

nikomu nie mozna juz ufac.


sXe - 6/12/2007 godz. 18:09

Perfidne...


Lily - 6/12/2007 godz. 18:23

pewnie była zadowolona z siebie
chyba bym się zemściła...


Ensifer - 6/12/2007 godz. 18:26

Cóż, nie ma już przyjaciół na tym świecie... eh, takie życie.


sXe - 6/12/2007 godz. 19:13

Dziwię Ci się Ensifer. Ja mam przyjaciół na tym świecie, nie odwalają takich chamów


Ensifer - 6/12/2007 godz. 20:11

Ludzie są ludźmi, a ja przyjaciół nie mam.


vegetena - 6/12/2007 godz. 20:41

Rzukosoczek_ewa, miałam podobnie..... Byłam u przyjaciółki, smażyła mi coś wegetariańskiego, upewniałam się, czy olej jest roślinny, wiedziała, że nie jem mięsa.... Podczas posiłku śmiała się do rozpuku, bo olej był po smażeniu wątróbki.


Lily - 6/12/2007 godz. 21:02

Ciekawe, czy tak samo by się śmiała gdybyś była na to uczulona i zaczęła się dusić. Niepoważne.


Fasolka - 10/12/2007 godz. 20:05

Mama podała mi kiedyś zupę gotowaną na kości. Do tego okłamała mnie, mówiąc, że zupa była na bazie bulionu warzywnego. Odkryłam prawdę natrafiając na kość. Zrobiłam jej niezła awanturę...


Frutaniva - 11/12/2007 godz. 19:55

Mi sie to jeszcze nie zdarzylo i mam nadziej ze nie zdarzy ale chyba nie powinnismy wtedy panikowac,wziasc gleboki wdech pomyslec ze to bylo cos innego ze na pewno to nie bylo mieso


vegetena - 12/12/2007 godz. 19:31

Jasne, że nie trzeba panikować, to nie my powinniśmy mieć te zwierzęta na sumieniu, tylko osoby, co je nam dały.... Przypomniało mi się, że kiedy dopiero zaczynałam wegetarianizm, na obiad dostałam kaszę, albo makaron z sosem pomidorowym. Zapewniano mnie, że nic tam oprócz nich i przypraw nie ma, kiedy gołym okiem było widać kawałki mięsa Gdybym nie spojrzała, zjadłabym i sos. Teraz to wydaje mi się odrobinę śmieszne i głupie, ale mimo, że to mała rzecz, jednak świadczy o tym, że ludzie nie brali mojego sposobu odżywiania i poglądu na poważny sposób. Niestety, nie tylko ze mną się tak dzieje, dlatego coraz bardziej się przekonuję, że trzeba ich uświadamiać


sabinq - 1/1/2008 godz. 22:19

powiedziałam kiedyś kumplowi w pracy żeby mi zrobił kanapeczke..
pyta z czym.. więc moovie że w lodoofce jest mój serek topiony
(wshyscy wiedzą że nie jem mięsa)

przynosi mi tą kanapeczke...ja zabieram się do jedzenia... a tu nie dość że ten serek śmierdzi to jeshcze w smaku jakiś taki dziwny
kazałam mu ten serek od mojej kanapeczki przynieść a to serek z szynką
pomyliły się pułki gupkowi


Atti - 4/1/2008 godz. 22:31

dwa razy miałam taką sytuację.

na początku mojego wegetarianizmu znajomi twierdzili, że ogłupiałam i na szczęście nie próbowali mi wciskać mięsa na siłę, ale ciągle nawracali do tematu i co rusz proponowali, a to kiełbaskę, a to kanapeczkę z szynką etc. etc. raz, po pewnym suto zakrapianym sylwestrze upierali się, że zjadłam kabanosa - ale byłam jeszcze na tyle świadoma swoich czynów, że wiem, że tego nie zrobiłam. poza tym śmiali się i w końcu przyznali, że próbowali mnie po prostu okłamać i zobaczyć moją reakcję na wiadomość, że zjadłam mięso

natomiast drugi raz był w wykonaniu mojej babci, która przez pierwsze trzy lata (a właściwie trwa to nadal, ale już w mniejszym stopniu) nie mogła przeboleć, że zrezygnowalam z mięsa. próbowala gotować zupy na kościach, ale miałam nie tylko swoją intuicję, a także wsparcie mojej Mamy (która swoją drogą od dwóch lat też nie je mięsa) i udawało mi się wyjść z tego bez szwanku. RAZ, jedyny raz, zdarzyło się, że byłam trochę chora i babcia przyniosła mi dwie kanapki. zjadłam pierwszą - z sałatą, pomidorem, wszystko ok. spojrzałam na drugą - wyglądała dosyć podejrzanie, ale babcia twierdziła, że to jakaś pasta. ugryzłam - poczułam rybę.
no cóż, mogę powiedzieć tylko tyle, że ta sytuacja miała miejsce dwa lata temu i od tamtego czasu babcia już nie próbuje w żaden sposób mnie okłamywać. pewnie pomogło to, że od razu odstawiłam kanapkę, pognalam do ubikacji i to, co zdążyłam przełknąć, od razu zwymiotowałam. babcia się popłakała i mam szczerą nadzieję, że ma do teraz wyrzuty sumienia. :]


Wege-Aneta - 17/4/2008 godz. 11:21

tak jakos ostatnio zjadlam salatke, ktorej warzywa gotowaly sie w miesie. Babcia przyrzekala ze warzywa sa bez miesa...dopiero jak zjadlam wydalo sie, ze byly one z gotujacej sie zupy.. przyrzeklam babci ze juz od niej nie sporbuje rzadnych salatek...

a z takuch smieszniejszych rzeczy:

babcie jakies trzy tygodnie temu rozmawialy miedyz soba o moim wegetarianizmie narzekajac ze niby malo jem

: babcia : znam dwie panie gdzie bylysmy z nimi na urodzinach i one nie jedza chleba, miesa, jajek ani przetworow mlecznych

druga babcia : to co one jedza?musza byc wyglodzone

babciu to sie nazywa weganizm i to jest zdrowa dieta. Odzywialam sie jakis czas tak

Babcia druga : alez im wspolczucie co one jedzą!

Nie chcialo mi sie juz z nimi konargumentowac stwierdzilam ze nie ma sensu

[edytowane 17/4/2008 przez Wege-Aneta]


Mayka - 17/4/2008 godz. 12:25

Kiedyś skusiłam się na gotowe krokiety z kapustą i grzybami, pani w sklepie zapewniała mnie, że są zupełnie bezmięsne. Podczas jedzenia poczułam w buzi coś gumowego, gdy wyjęłam wyglądało to jak kawałeczek jakiejś rurki. Okazało się, że to kawałek żyły To było tak obrzydliwe, że do tej pory jak sobie przypomnę, to mam dreszcze


agata18 - 17/4/2008 godz. 15:10

dziwny temat zjadłaś/eś trudno,i tyle i po co nad tym się zastanawiać.Skoro to zrobiłaś/eś w drodze przypadku lub głupiego żartu to nie twoja wina.
pzdr.


Fatty - 17/4/2008 godz. 16:23

Parę tygodni temu w sajgonce się nacięłam na wkład mięsny. Klnie się pod nosem i idzie się dalej


Ayna - 17/4/2008 godz. 21:34

Kiedyś na przyjęciu poczęstowano mnie sałatką warzywną, w skład której oprócz warzyw wchodziły małe kosteczki szynki. Gospodynie zapewniały że mogę jeść, niestety nie mogłam przełknąć, wyjęłam z ust kawałeczki wędliny, a resztę sałatki pozostawiłam na talerzu. Widziałam miny gospodyń, na pewno było im głupio, chyba myślały że nie wyczuję.

W tym roku w czasie Świąt Wielkanocnych własna mama chciała mnie poczęstować żurkiem! Mówiła Tobie bez kiełbasy......nalałam, ale jak zaczęłam dochodzić kiedy tę kiełbasę wyjęła... ech nie chce się gadać..... roześmiała się tylko i obróciła całą sytuację w żart. Rozumiem jakby to było na początku mojej wege ścieżki, ale po 7 latach !


rubia - 12/5/2008 godz. 18:23

Niestety, Loviisa, miałam podobne przejścia> Jakiś rok temu u rodziny, która zwykle raczyła mnie na obiad pysznymi makaronami z wege sosami, robionymi na moich oczach zostałam poczęstowana zupą grzybową na bulionie 'warzywnym'. Po paru łyżkach dziwnej w smaku zupki natrafiłam na kostkę i tak się skończyło zaufanie do nich, choć nigdy wcześniej nie wycięli mi żadnego numeru. Najbardziej zabolało mnie to, że ja wtedy byłam wege już od ponad 14 lat, a oni potraktowali mnie jak jakiegoś głupola, który nie wie co robi i trzeba za niego zdecydować, więc oszukali mnie bezczelnie i z zimną krwią! Prawdopodobnie zadziałał mój kuzyn-lekarz (urolog- nota bene, z mniejszą wiedzą o żywieniu niż 90% użytkowników tego forum, za to z dość rozdmuchanym ego) Od tamtej pory nie jem zup u nikogo, kto nie jest wege, mimo najgorętszych zapewnień. Ech, smutno sie czlowiekowi robi, kiedy bliscy go oszukują, nawet sami nie wiedząc w imię czego...


anowi - 12/5/2008 godz. 20:18

mnie spotkało coś podobnego...
otórz po 9 latach bycia wege - moi najbliższa znajoma poczęstowała mnie sałatką brokułową z kawałkami kurczaka!!! i powiedziała mi że mi wybrała ale jakbym natrafiła na jakiś kawałek to żebym sobie wyciągła... byłam w szoku - czasami mam wrażenie że do niektórych to wogóle nie dotrze fakt że jak się nie je mięsa to nie...i albo się obrażą albo uznają za kompletną dziwaczkę nie wiem już jakich argumentów używać by nie urazić kogoś ...


Ayna - 12/5/2008 godz. 23:14

quote:

Po 7 latach ? Nie jesteś przecież zbuntowaną nastolatą, żeby Twoja mama myślała, że Ci przejdzie....
_________________________________________________________________________ Ona wie ,że mi nie przejdzie i nigdy mnie nie namawiała. Sama nieraz odstawiała mięso na adwent lub post. Ten " wybryk " to nie wiem sama jak wytłumaczyć ......
Ojciec to nieraz mi wypominał, że mózg musi mieć mięso, że zaczną mi zanikać szare komórki............. ,że tak słyszał od pewnego profesora. Więc przyniosłam mu literaturę w której było wymienionych bardzo dużo produktów niezbędnych do pracy mózgu ( owoce warzywa, orzechy...itd ) a na szarym końcu tej listy była wątróbka. To on mówi jakie ty ksiązki czytasz !, powyrzucaj je ! Nie dyskutuję z nim na temat mojej diety.


Agat - 13/5/2008 godz. 17:27

Ehhh, widzę, że ja to mam jednak szczęście! nikt z rodziny nie podrzuca mi zadnych "niespodzianek" w jedzeniu, a babcia to nawet ostrzega, jak się rzucam z widelcem na gotowaną kapuchę, że ze smalcem jest co nie znaczy, że nie zdarzyło mi się skonsumować mięsa przez przypadek niebezpieczeństwo czyha wszędzie ale co tam! chwila zniesmaczenia i po sprawie


verufer - 13/5/2008 godz. 18:02

Ja przez dwadziescia pare lat przez pomylke jadlem mieso A bedac juz wegetarianinem przez pomylke/niewiedze zjadlem pare razy produkty ktore zawieraly skladniki odzwierzece... Oczywiscie to w tych razach, ktorych bylem swiadomy, a pewnie jeszcze wiecej razy nieswiadomie Ech, marzy mi sie sytuacja, ze ide do sklepu i nie musze sie zastanawiac co ma w sobie to co kupuje, bo wiem ze to bedzie na pewno wegetarianskie... Pozdrawiam


fafik - 14/5/2008 godz. 11:03

mi się zdarzyło zjeść kawałek szynki na pizzy, jeszcze za czasów jak jadłam nabiał. była mocno zakamuflowana serem i nie było jej widać. za to poczułam ją w smaku ... ble ;/


doma-mika - 31/5/2008 godz. 09:41

raz w zapiekance o nazwie "vega" ;/ nigdy wiecej jej nie kupilam.!
drugi raz w kupnej pizzy,ktorej sklad czytalam w sklepie,a po zjedzeniu przeczytalam jeszcze raz i byl tam smalec;/ nie wiem,jak moglam tego nie zauwazyc;/


zWiErZaKoMaNkA - 31/5/2008 godz. 22:02

verufer-też bym tak chciała Tylko,że u mnie nie ma żadnego wege sklepu tylko zwykłe hipermarkety więc skład muszę sprawdzać 3 razy...

Ja jestem wege od ok.2 lat. Rodzice czasem też robią takie kawały,ale teraz to jest rzadkość. Kilka razy mi się zdarzyło zjeść zupę na kościach itp. chociaż się pytałam,czy ona jest na kostce. Czy to u znajomych czy u babci... Bo nie łatwiej powiedzieć,że to zrobione było na kościach niż mnie okłamywać? Ale po co :/
Zdarza mi się wszamać też coś odzwierzęcego-jakiś serek z żelatyną itp. -.- Teraz jeszcze dowiedziałam się o tych pasztetach i paprykarzach Sante to mi się odechciewa zakupów :/


bułek - 1/6/2008 godz. 11:24

quote:
Tylko,że u mnie nie ma żadnego wege sklepu tylko zwykłe hipermarkety więc skład muszę sprawdzać 3 razy...


W hiper/super marketach są stoiska z wege żarciem.
Jesteś pewna, że nie ma żadnego sklepu? Ja też myślałem że u mnie nie ma, ale poszukałem w necie w googlach i znalazlem .
Przetwory Sante możesz zastąpić Primaviką, która nie ma "witamin z grupy E" .

Wszystkich postów nie czytałem, ale gdyby mnie ktoś w rodzinie robił tak w konia jak niektórych z Was to bym się zbuntował i sam zaczął gotować


Wege-Aneta - 1/6/2008 godz. 12:44

robie teraz w markecie wiec mniej wiecej wiem co jest wege. Sporo rzeczy polsoya czesto widze i alprosoya, courny. Duzo rzeczy w marketach jest bezglutenowych wrecz osobny dzial caly co rowniez mozna zaliczyc do wegetarianskich rzeczy bo tam uwazaja na sklad dla alergikow. pozdr

[edytowane 1/6/2008 przez Wege-Aneta]


xxl - 1/6/2008 godz. 14:44

quote:
Przetwory Sante możesz zastąpić Primaviką, która nie ma "witamin z grupy E" .

I która ma za to ceny jak z księżyca Niestety, jakość kosztuje.


Nela89 - 8/6/2008 godz. 21:17

Pizza w roli głównej.. Zamowiłam połówkę wegetariańskiej, piekła się obok pizzy z szynką i kilka kawałków w cudowny sposób teleportowało się na moją połówkę.. Ponad to, zdarzyły się pierogi ze skwarkami, a ciocia wcisnęła mi serek z szynką.. na szczęście w porę się zorientowałam.. Poza tym kuzynka ugotowała zupę bezmięsną, co w jej pojęciu okazało się zupą, z której po ptostu wyjęła mięso po wcześniejszym ugotowaniu.. Pytałam się, czy była gotowana na mięsie, powiedziała mi, że nie, ale przecież to się da zauważyć.. ehh no i jakies ogtowe produkty, bo na opakowaniach nie piszą całej prawdy, ale teraz więcej czytam i uzależniam się powoli od studiowania etykietek.. to takie przykre, ze do wszystkiego muszą wcisnąc jakąkolwiek część zwierzaczka, żeby tylko nic nie zmarnowało się podczas produkcji..


vegesmile - 19/8/2008 godz. 10:22

Ja kończąc pizzę wegetariańską zauważyłam kawałek szynki Byłam cholernie wściekła, nic nie czułam i do dziś nie wiem czy cała była z mięsem czy tylko na ostatnim kawałku Przez tydzień wyklinałam pizzerię Za to kiedyś na początku wegetarianizmu, gdy byłam u babci, mama robiła pierogi ruskie i z soczewicą. Akurat miałam na ruskie ochotę więc je jadłam, a kuzynka się pyta z głupim uśmieszkiem "dobre?". A potem się przyznała, że wiedziała iż do ruskich, cebulka była na smalcu I mi menda nie powiedziała (


leslie - 19/8/2008 godz. 18:19

mi mama kiedys dawala do swojje pizzy takie starsznie male kawlaki szynki az wkoncu sie polapalam i to samo z ryzem peiczonym jaki mi robiła albo z tostami do skoły.dala mi takie cieniutenkie kawaleczki syznki ze ledwo sie skapnelam no a potem rozdalam tosty innym i bylo kilka takichs ytuacji ale juz nie ma, teraz mama akze mi ejsc rozne warzywa itd.bo zauwarzyla ze wegetarianizm mi nie przeszedl,tak jak jej sie wydawało na pcozatku


pijanaxpowietrzem - 25/8/2008 godz. 11:33

No to ja z racji że uwielbiam Japonię i większość tego, co jest z nią związane to kiedyś jadłam ramen z paczki co u nas jest po prostu zupka vifon, aż pewnego dnia, coś mnie tknęło i spojrzałam na skład i patrze, że jest tam np. inozynian i glutaminian i od tego czasu nie tykam jedzenia"w 5 min"!


Ktosiek - 25/8/2008 godz. 12:23

Guanylan i inozynian przytrafia się chyba najczęściej.
Zdarzało mi się go zjeść dobrych parę razy.


pijanaxpowietrzem - 25/8/2008 godz. 14:36

quote:
Guanylan i inozynian przytrafia się chyba najczęściej.
Zdarzało mi się go zjeść dobrych parę razy.

no masakra, i jeszcze często go dodają do lodów, jak i lecytynę sojową >.<


hipiska - 26/8/2008 godz. 13:27

Wiecie co mnie najbardziej śmieszy? Kiedy ludzie myślą, że można "zwegetarianizować" potrawę. Gotują więc zupę na mięsie, wyjmują i o.....nagle jet wege. Śmieszne i bez sensu Ja jakiś czas temu byłam z rodzicami na wakacjach i w ośrodku mieliśmy wyżywienie. No i oczywiście problem z jedzeniem dla mnie.....Codziennie była zupa i drugie. Jadłam na mieście, no cóż......Kilka razy usmażyli mi naleśnika czy omleta, ogólnie proponowali to codziennie, ale ile można jeść to samo? No i w końcu kucharka powiedziała "No,ale zupy to byś mogła jeść. One są na kościach, nie na mięsie"
Jeśli chodzi o wpadki, to właśnie tam zaliczyłam. W pierwszy dzień poczęstowano rodziców kawą, mnie "kompotem". Po kilku łykach zorientowałam się, że ten kompot to nic innego jak galaretka rozpuszczona w dużej ilości wody.....Wkurzyłam się, ale pozostawiłam to bez komentarza.


Andros - 26/8/2008 godz. 16:03

quote:

Wiecie co mnie najbardziej śmieszy? Kiedy ludzie myślą, że można "zwegetarianizować" potrawę. Gotują więc zupę na mięsie, wyjmują i o.....nagle jet wege. Śmieszne i bez sensu.


dokładnie, ostatnio na weselu był rosół, na który mimo wszystko chciałem się skusić, ale okazało się, że w środku są kawałeczki kurczaka, na co wszyscy "ale przecież tych kawałków nie musisz zjadać"

quote:
No i w końcu kucharka powiedziała "No,ale zupy to byś mogła jeść. One są na kościach, nie na mięsie"


rozwalają mnie takie teksty

quote:
Po kilku łykach zorientowałam się, że ten kompot to nic innego jak galaretka rozpuszczona w dużej ilości wody.....




Mnie na szczęście nie zdarzyła się narazie żadna wpadka, po której lub w trakcie zostałbym uświadomiony co do składu potrawy


leslie - 26/8/2008 godz. 16:06

quote:
No to ja z racji że uwielbiam Japonię i większość tego, co jest z nią związane to kiedyś jadłam ramen z paczki co u nas jest po prostu zupka vifon, aż pewnego dnia, coś mnie tknęło i spojrzałam na skład i patrze, że jest tam np. inozynian i glutaminian i od tego czasu nie tykam jedzenia"w 5 min"!


a ja bardzo lubie te supy w 5 min i jem je z raz na tydzien nie ma w nich miesa przecież


Ktosiek - 26/8/2008 godz. 19:49

Inozynian disodowy jest z ryb.
Guanylan - delicje pozostałe
Rybonukleoidy disodowe - wszystko do kupy.


Cheery - 26/8/2008 godz. 21:19

Kupiłam kiszkę ziemniaczaną ,gdy otworzyłam ,były w niej kawałki szynki.
W "restauracji" zamówiłam pierogi ruskie ,miały być z zasmażką (myślałam ,że zasmażka to pieczona bułka tarta a jednak...) -zobaczyłam pierożki ,leżała na nich świnka ...pokrojona ,w małych plasterkach nie zjadłam...
Posypałam placuszki ziarenkami smaku ,spojrzałam na skład "mięso drobiowe ,mięso wieprzowe..."


Sagamore - 27/8/2008 godz. 10:44

ja też wchapałem mięso..po dziś dzień nie wiem kiedy i gdzie ale z pewnością coś takiego zjadłem..

w odróźnieniu od Was mam lepiej że nie znam żadnych szczegółów


Arlene - 6/9/2008 godz. 12:45

Ja natknęłam się pewnego dnia na kawałek mięsa na pizzy serowej... Gryzę, gryzę - i przestaję, bo czuję wyraźnie, że to kurczak Cóż, komuś się przypadkiem dorzuciło, ale i tak byłam bardzo zła przez pół godziny

[edytowane 6/9/2008 przez Arlene]


bułek - 18/10/2008 godz. 21:44

W piątek przyszedłem do pracy bez drugiego śniadania. Poprosiłem kolegów żeby mi coś dali bo umarłbym z głodu... Przy okazji musiałem się jednemu z nich "ujawnić" żeby nie dawał mi z mięsem - jak nie musze to nie mówie ze jestem wegetarianinem bo denerwuje mnie reakcja "niekumających" ludzi. Za pierwszym razem poczęstowano mnie dwoma kanapkami z serem. Później otrzymałem jedną - nie sprawdzałem z czym. Na szczęście ugryzłem kawałek i nie ciachnąłem szynki... smutne było to że kolega przyznał się później ze dał mi ją specjalnie... Byłem tym strasznie zażenowany... i powiedziałem mu co myśle ale bez bluzgów.


tcioflove - 28/11/2008 godz. 01:08

Ostatnio kolega robill sandwiche. dla mnie z samym serem, dla siebie jeszcze z krewetkami. no i niby przypadkiem dal mi zlego. po pierwszym gryzie skapnęlam się fuuuuj!!! to bylo obrzydliwe!!! krewetki i tak same w sobie sa obrzydliwe. jak takie robaki


Andros - 3/12/2008 godz. 12:38

eh, ja ostatnio zjadłem tortellini z mięsem, paradoks taki, że było tak pozbawione smaku, że nawet nie zauważyłem


adamrozew - 3/12/2008 godz. 22:58

Ostatnio w KFC jadłem sałatkę wegetarianska i znalazłem tak brrr kawałek miesa.
Natomiast ostatnio był u mnie pacjent któremu trochę pomogłem w zdrowiu, pojechał w swoje rodzinne strony w Bieszczady i specjalnie dla mnie w dowód podziękowania przywiózł mi jeszcze nawet do konca nie oskubaną kaczkę !! Pomimo prób odmowy (nie muszę tłumaczyć jakie uczucia budził we mnie ten prezent), Pacjent się uparł, odmowa z mojej strony dla niego była nie do zaakceptowania i nie zrozumiała mimo moich usilnych prób. Naszczęscie zaraz się jej pozbyłem dając koleżance z pracy. A najgorsze, ze obiecał mi królika ;(. mam nadzieję, że wybiłem mu to z głowy.

[edytowane 3/12/2008 przez adamrozew]


Filomena - 4/12/2008 godz. 03:32

Kiedys, na przyjęciu rodzinnymu u babci zjadłam sałatkę z kurczakiem. Moja babcia bardzo ją zachwalała i wręcz wciskała mi ją, że zrobiła ją specjalnie dla mnie itd itp (to była sałatka ziemniaczana, zabrałam sie na nią bez oporów, byłam juz wtedy wege ale jadlam jeszcze majonez). Po dłuzszej konsumcji wyczułam w niej cos dziwnego, spojrzałam na babcię i zobaczyłam na jej twarzy wyraz triumfu! ha! dobre prawda? bo z kurczakiem! czekałam kiedy wyczujesz!!!!


Seraphine - 5/12/2008 godz. 14:56

Padłam ofiarą takiego beznadziejnego żartu. Właściwie na imprezie zorganizowanej dla mnie. Mój kumpel zamówił pizzę, miał świadomość, że jestem wege.
Przynieśli pizzę, otworzyliśmy ją i zaczęliśmy jeść. Nagle zauważyłam, że na moim kawałku, pod farszem znajdował się wielki kawałek kurczaka.
Zrobiło mi się bardzo niedobrze i poszłam do łazienki. Może nie powinnam tak drastycznie zareagować, ale naprawdę miałam ochotę zwrócić to co zjadłam. Nie wiem dlaczego. Od tego czasu jakoś nie uśmiecha mi się spotykać z tym kolegą.


assasello987 - 13/12/2008 godz. 01:54

mi sie nie zdarzylo zjesc przypadkowo miesa bo pilnuje tego coo jem. z bezczelnoscia stwierdze ze jem produkty z E zwierzecym bo przy mom budżecie ni wyrobila bym finansowo.
i moi zdaniem wpadanie w zalobe i czarna rozpacz bo ugryzlo sienp pieroga z miesem omylkowo to lekka przesada. ludzie! i tak w porownaniu z tymi co wcinaja miecho 3 razy na dzien 7 dni w tyg robicie cos dobrego! to jakie oni powinni miec wyrzuty ale nie maja! nie popadajmy w przesade


lucylu - 13/12/2008 godz. 23:02

w zesżłym tygodniu byłam na pewnym szkoleniu, oczywiscie wczesniej zaznaczyłam, iż jestem veganką. dopiero drugiego dnia dostałam cos 'czysto wege' do jedzenia, były to brokuły i kalafior gotowane okraszone obficie żółtym serem...feeee. Rano Pani kelnerka zaproponowała mi rozlazłą jajecznicę, nei wiadomo na czym....dodam, iż prosba o przyniesienie jakichkolwiek warzyw na osobnym talerzu- skonczyła sie na prosbie. Apogeum jednak stanowiły zapewnienia, iż ryż z pieczrkami i ketchupem jest wege... Na szczescie wrodzona nieufnosc nakazała mi pogrzebac tprche widelcem....i wygrzebałam kawalki zwierzat...Dodam, iz oprócz mnie byly tam jeszcze 2 wegetarianki....ehhh, i ajk tu jesc poza domem....ehh


fajna - 15/12/2008 godz. 00:09

Mi nie jest ciężko wyczuć czy coś jest z mięsem czy nie. Na początku mojej przygody z wegetriazmem zemdlałam w szkole i pielęgniarka powiedziała żebym chociaż zjadła kawałek ryby żeby się wzmocnić, spojrzałam na nią z pogardą, ale następnego dnia w tramwaju znowu zemdlałam, gdy wróciłam do domu poprosiłam mamę żeby mi dała trochę ryby... no niestety mój orgaznizm już wtedy nie przyjął tego typu potrawy, teraz odruchy wymiotne mam już na sam widok mięsa. No i do początkujących wegetarian dobra rada: nie liczcie na to, że można od tak odstawić mięso i niczym go nie zastępować, poczytajcie trochę, mięsne potrawy koniecznie trzeba zastępować innymi.


assasello987 - 15/12/2008 godz. 00:21

quote:
, spojrzałam na nią z pogardą,


czemu z pogarda.
nie kazdy jest wege bo nie kazdy wie ze mozna sie obyc bez miesa. po co ta pogarda? O_o


fajna - 15/12/2008 godz. 00:47

z pogardą, gdyż poinformowałam ją o tym, że jestem wegetarianką(mogłeś/aś wywnioskować z tego, ze zaproponowała mi rybe, a nie jakieś mięcho;]), a ona zaproponowała mi rybę. Oprócz tego nie trzeba być wege żeby wiedzieć, że można obejść się bez mięsa tymbardziej podkreślam pielęgniarka raczej powinna się orientować, nie sądzisz?


Filomena - 15/12/2008 godz. 05:11

W ubiegłym roku byłam na obozie sportowym. Od razu zgłosiłam fakt bycia wege paniom kucharkom. Nie wspominając już o tym że żarcie i tak było podłe, nawet mięsne (i do tego porcje jak dla niemowlaka). W każdym bądź razie nie zawsze pamiętano o mnie, a raczej o nas bo byłyśmy tam dwie wege. Dlatego często z całego obiadu zjadliwe były tylko ziemniaki i surówka. Nie zapomnę jednak numeru z bigosem, gdy panie kucharki z duma podały nam "wegetariańki bigos" odłożony specjalnie dla nas!!!!
Tak się cieszyłyśmy! . od razu wyczułam że coś nie tak i ... okazało się że bigos w wersji wege to bigos w wygrzebaną z niego kiełbasą...
Iwcie, to w myśl zasady: no przecież ta zupa nie ma mięsa bo je z niej wyjęłam (słowa mojej babci, a że zupa gotowana była na męsie to huk...)


assasello987 - 15/12/2008 godz. 06:47

quote:

Iwcie, to w myśl zasady: no przecież ta zupa nie ma mięsa bo je z niej wyjęłam (słowa mojej babci, a że zupa gotowana była na męsie to huk...)



u mnie jak jestem w domu to hitler ma dokladnie tak samo. albo lepiej bo dla niej : kurczak, wszelkiego rodzaju pasztety, konserwy i parowki to nie mieso.
nigdy sie nie pogodzi ze jestem wege


fasolencja - 15/12/2008 godz. 08:39

quote:

u mnie jak jestem w domu to hitler ma dokladnie tak samo. albo lepiej bo dla niej : kurczak, wszelkiego rodzaju pasztety, konserwy i parowki to nie mieso.
nigdy sie nie pogodzi ze jestem wege


sorry, ale zagwozdkę mam, jaki hitler?


assasello987 - 15/12/2008 godz. 08:57

quote:
quote:


sorry, ale zagwozdkę mam, jaki hitler?


moja matka


fasolencja - 15/12/2008 godz. 09:01

quote:
quote:
quote:


sorry, ale zagwozdkę mam, jaki hitler?


moja matka

nie przesadzasz Ty czasami? nienawidzę jak ktoś w ogóle wspomina o hitlerze, a już na pewno kiedy bezmyślnie porównuje kogoś do niego weź jedź do Oświęcimia albo do Treblinki i poczytaj sobie o drugiej wojnie światowej


assasello987 - 15/12/2008 godz. 09:16

quote:
quote:
quote:
quote:


sorry, ale zagwozdkę mam, jaki hitler?


moja matka

nie przesadzasz Ty czasami? nienawidzę jak ktoś w ogóle wspomina o hitlerze, a już na pewno kiedy bezmyślnie porównuje kogoś do niego weź jedź do Oświęcimia albo do Treblinki i poczytaj sobie o drugiej wojnie światowej


nie bulwersuj sie O_o to ze nienawidzisz to twoja sprawa, ja nie porownuje -dluga historia ona sama na sibie tak kiedys powiedziala i sie przyjelo. a jak masz mnie za pustaka ktory nie zna podstaw histori to jestes w bledzie. zreszta nie wiele mnie obchodzi twoje zdanie na moj temat.


fasolencja - 15/12/2008 godz. 09:24

quote:

nie bulwersuj sie

nie rozkazuj mi, z łaski swojej
quote:
O_o to ze nienawidzisz to twoja sprawa,

jak najbardziej, gdyby była cudza to bym jej nie broniła
quote:
ona sama na sibie tak kiedys powiedziala i sie przyjelo

no to nie ma się czym chwalić
quote:
masz mnie za pustaka ktory nie zna podstaw histori

Ty to powiedziałaś^^
quote:
zreszta nie wiele mnie obchodzi twoje zdanie na moj temat

każdy tak mówi


assasello987 - 15/12/2008 godz. 09:35

quote:
quote:

nie bulwersuj sie

nie rozkazuj mi, z łaski swojej
quote:
O_o to ze nienawidzisz to twoja sprawa,

jak najbardziej, gdyby była cudza to bym jej nie broniła
quote:
ona sama na sibie tak kiedys powiedziala i sie przyjelo

no to nie ma się czym chwalić
quote:
masz mnie za pustaka ktory nie zna podstaw histori

Ty to powiedziałaś^^
quote:
zreszta nie wiele mnie obchodzi twoje zdanie na moj temat

każdy tak mówi


oj tam czytalam pare watkow i widze ze ty jestes oki i nie mam zamiaru zadnej wojny z toa prowadzic wiec mam nadzieje ze nie jestes obrazona i nie robmy wiecej off topic b sie moderator zdenewuje.


a co do tematu to wiele osob daje mi nawet tego nie ukywajac jedzenie ktoe bylo robione na miesie np zupa jaks czy bigos wygrzebuja to mieso i tekst: no mozesz jes bez miesa jest. a jak odmawiam to sie dziwia czemu.


fasolencja - 15/12/2008 godz. 09:40

luz, nie obrażam się z reguły
bo ludzie nie myślą, im się wydaje, że jak wyjmą to mięso to obiad jest bezmięsny


/ula/ - 15/12/2008 godz. 10:06

niedawno postanowiłam spróbować piwa Guinness. chyba wczoraj znalazłam w jakimś wątku na forum (o alkoholu czy winie) link do listy trunków z podziałem na wege/wegan. i co się okazało? ku mojemu przerażeniu i obrzydzeniu, okazało się, że do tego piwa dodaje się jakiś dodatek odzwierzęcy (dokładniej- coś z ryby)!!! a ja to wypiłam:(

[edytowane 15/12/2008 przez /ula/]


haku - 15/12/2008 godz. 13:59

mięsa 'zwykłego' nie zjadłem chyba nigdy natomiast inna jeśli chodzi o różne E-dodatki to już niestety inna sprawa... zresztą pewnie o połowie takich przypadków nawet nie wiem... (i to chyba dobrze)...
...poza tym w tej chwili biorę leki z żelatyną - cóż, obrzydliwe to ale nie mam wyjścia..


rubia - 15/12/2008 godz. 23:21

A ja dzisiaj miałam nieprzyjemną wpadkę: zmęczona i głodna, nie mając ochoty na kanapki, po całym dniu biegania po mieście wrzuciłam do garnka mrożone pierogi "z kapustą i grzybami". Skład na opakowaniu wyglądał ok: mąka, woda, kapusta, grzyby,cebula. Pierwszego pieroga połknęłam bez namysłu, skręcana od środka głodem, ale...przy drugim cos mnie zaniepokoiło. Przekroiłam następnego i następnego...w każdym była taka dziwna substancja, przypominająca konsystencją granulat sojowy LUB mięso mielone. Fuj! Wyrzuciłam swiństwo do kosza (nie mam nikogo, kto mógłby to za mnie dojeść), nie chcąc ryzykowac. Nieprędko tknę jakieś gotowe jedzenie, teraz nawet mrożonego szpinaku będę się bała


assasello987 - 15/12/2008 godz. 23:55

to jest masakra jak trzeba uwazac. niedlugo nawet w salacie mieso bedzie


rednoska - 29/12/2008 godz. 17:38

mama kiedys zrobila mi kopytka i na okrase miala podsmazyc mi cebulke i do tej cebulki wrzucila tzw skwarki bo wczesniej i nie zauazylam tego ale jak wzielam do ust to poczulam odrazu - fuuuu...


tcioflove - 1/1/2009 godz. 18:16

Niedawno moja mama zrobiła naleśniki. Niestety zdążyłam zjeść jednego zanim zorientowałam się że są na smalcu


assasello987 - 6/1/2009 godz. 13:49

a ja kupilam zapas zupek na których było napisane ze sa wegetarianskie i czytam teraz : "w skladzie produkcyjnym stosuje sie skorupiaki i ryby"


Ktosiek - 6/1/2009 godz. 15:06

To chyba tak jak z informacjami na czekoladach
"może zawierać śladowe ilości białek mleka i lecytyny sojowej" itp.

Wydaje mi się, że chodziło o to, że w tej przetwórni przetwarza się też skorupiaki i ryby, ale nie wrzucają ich do tej zupki zamierzenie - po prostu śladowe ilości mogą do niej wpaść.

Takie przynjamniej tłumaczenie znalazłam kiedyś w przypadku informacji na czekoladach.


Ayna - 6/1/2009 godz. 15:25

Taką informację muszą podawać ze względu na alergików , którzy mogą nie tolerować nawet śladowych ilości. Znam osoby uczulone na skorupiaki, więc taką zupką to raczej pogardzą .


Bellis_perennis - 6/1/2009 godz. 15:41


Czasem się zastanawiam czego to jeszcze dodadzą do normalnego jedzenia. Takie "extra" dodatki mnie ostatnio irytują.
Na przyjęciu zaręczynowym mojej koleżanki z roku przez przypadek zjadłam COŚ do teraz nie wiem co... Wzięłam do ust takie nadziewane na wykałaczki koreczki warzywne. Miele, miele i.... czuję.... rybę???? (!) W głowie burza: "Co mam teraz zrobić? Nie wypluję przy wszystkich... Wyjść do łazienki? A jak to nie jest mięso? Jezu co ona do tego dodała?"
Nie miałam szansy wyjść bo musiałabym się przez wszystkich przepychać i pluć tą rybą przepraszając aby mnie przepuścili. Zmusiłam się do przełknięcia. Co ciekawe coś w tym zjedzonym koreczku było dla mnie nie do zidentyfikowania. Stwierdziłam, że to warzywo a to chyba był jakiś owoc morza... Z taką ufnością wzięłam to do ust bo wcześniej pytałam czego nie mogę jeść... Na to moje koleżanka, że tylko sałatki bo tam jest kurczak.


fasolencja - 6/1/2009 godz. 16:02

quote:
"w skladzie produkcyjnym stosuje sie skorupiaki i ryby"

może "w zakładzie"?


assasello987 - 6/1/2009 godz. 16:43

quote:
quote:
"w skladzie produkcyjnym stosuje sie skorupiaki i ryby"

może "w zakładzie"?


sprawdzilam. jednak "w skladzie" myslicie ze mozna to zjesc czy wyrzucic lepiej?


Vequel - 14/2/2009 godz. 20:43

mi się zdarzyło dwa razy.

Raz jak ze znajomymi poszłyśmy do pizzeri, zamowilismy dwie pizze- z kebabem i grzybami lesnymi (obie wyglądąły identycznie). Ja mialam jesc tą z grzybami i poprosilam kolezanke o kawalek bez miesnej
podała mi, a kiedy ją rzułam, poczułam smak mięsa
Kilka kęsów przełknęłam...
bylam rozloszczona przez kilka dni i dreczyly mnie wyrzuty sumienia...

drugi raz, w szkole bylam glodna. Kolega zaproponowal mi kanapke z serem plesniowym. Zapewnil mnie ze nie ma tam miesa, otworzylam, zobaczylam ze nie ma i zjadlam. Po zjedzeniu powiedzial mi, ze wyjal z niej szynke, uwzajac ze zrobil mi przyszluge...

teraz caly czas trzymam sie na bacznosci


xGetBoredx - 15/2/2009 godz. 10:30

Mama kilka razy zapewne poczęstowała mnie zupą gotowaną na mięsie, a ja nie byłem tego świadomy Oprócz tego to raz pamiętam, że jadłem pierogi z truskawkami, które były gotowane z mięsnymi i na moim talerzu wylądował taki jeden. Jak się o tym przekonałem? Po tym jak poczułem w ustach mięso, wyplułem i obiadu nie dokończyłem bo miałem dość wrażeń. Po tym traumatycznym przeżyciu zmieniłem na zawsze metodę jedzenia pierogów ;D


assasello987 - 15/2/2009 godz. 12:21

ja jestem wege ale ucze sie weganowania. biore sobie kawe z automata na dworcu czarna i oczywista dostaje coffe with milk. wrrr


xGetBoredx - 16/2/2009 godz. 19:56

I co z nią zrobiłaś? :>


assasello987 - 18/2/2009 godz. 09:16

quote:
I co z nią zrobiłaś? :>


normanie jako wegetarianka to bym ją wypiła. ale to był wegan week wiec walnelam piescia w automat i znalazlam chetnego na kawe bezdomneg


JAGA - 18/2/2009 godz. 11:52

fajnie, że się nie zmarnowała ta kawa


xGetBoredx - 18/2/2009 godz. 19:08

O widzisz. Takiej odpowiedzi się nie spodziewałem. Konkretnie zyskałaś w moich oczach


czapla_666 - 24/2/2009 godz. 22:46

Ja wlaczylam z rodzicami... To dzieki nim jadlam "przypadkowe" kawalki miesa dodawane do wszystkiego. Niemal doslownie!!! Chcieli, zeby ich corka jadla mieso, bo bez tego bedzie jeszcze bardziej chora... Jakos od pol roku czuje sie dobrze, nie moge na nic narzekac!

Ale teraz wszystko robie sama Sama, sama

[proszę, edytuj swoje posty - xxl]

[edytowane 24/2/2009 od xxl]


Ktosiek - 25/2/2009 godz. 15:12

Bo najlepiej jest być panem swojego garnka


Princess_Leia - 25/2/2009 godz. 17:57

ach ta nieszczęscna pizza.
widzę, że nie tylko ja miałam taki 'problem'...
kiedyś, jak byłam na urodzinach u kumpeli, ona zamówiła pizzę.
była jedna margaritta... tak szybko zniknęła, a ja się jeszcze nie najadłam.
wtedy nie widziałam, ile było margaritt... zauważyłam pizzę, która wygląda na bezmięsną i ugryzłam kawałek. okazało się, że ten kawałek był z kurczakiem. najgorsze, że nic nie poczułam.


xGetBoredx - 26/2/2009 godz. 14:52

Grrr no właśnie z żarciem na imprezach jest najgorzej. Jak to jest domówka to pół biedy bo zawsze się coś znajdzie. Nie raz zdarzało mi się balować o pustym żołądku bo w pobliżu nie było nic co nadawałoby się do jedzenia.


Aleksandran - 27/2/2009 godz. 12:23

Kiedyś w połowie jedzenia sałatki (ponoć bez mięsa) dowiedziałam się ze jest ona z paluszkami krabowymi surimi. (blee). Czułam się wtedy okropnie i byłam wściekła na wszystkich dookoła za głupotę...bo niby krab to nie mięso ?
Kiedyś na imprezie zjadłam też danio które jest z żelatyną, a nigdy nie jem więc nawet o tym nie wiedziałam.


Kamila111 - 28/2/2009 godz. 12:56

Raczej nie padłam ofiarą głupich żartów ale kiedyś i to całkiem niedawno skusiłam się na coś co w składzie okazało się że występowała żelatyna wieprzowa i wtedy aż mnie cofło. Teraz trzeba wszystko czytać ,jaki skład itp. coraz więcej jest pułapek .


assasello987 - 28/2/2009 godz. 20:43

quote:
okazało się że występowała żelatyna wieprzowa i wtedy aż mnie cofło. .


to ja tak miałam wczoraj. kupiłam jogurt zazwyczaj czytam sklad ale to był sklepik nie samoobsługowy a pozatym spieszylam sie. i zjadam wieczorem łyzke jogurtu cos mnie tkneło patrze sklad- żelatyna. po sekundzie bylam juz w łazience. pierwszy raz moj organizm miał taką reakcje. dziwne biorac pod uwage to ze pare miesiecy nie czytalam skladu jogurtow bo myslalam ze zelatyna jest tylko w galaretce. kolejne doswiadczenie które przekonuje mnie do weganizmu.


tattooinka - 9/4/2009 godz. 19:41

Pomijając wszelkie zupki mojej babci, które były "wegetariańskie", a w których "zupełnie przypadkiem" znajdywałam kawałki mięsa (robiła to z dobrego serca, niemniej nie jadam już takowych dań spod jej ręki), zdarzy.ło mi się pałaszować ze smakiem "zupełnie bezmięsną sałatkę" z makaronem. Jak się później okazało, był on namaczany w rosołku chińskim. Zdarzylo mi się też znaleźć zwłoki w kapuście kiszonej! A fenomenem jest dla mnie historia, gdy zamówiłam sobie na obiad pozycję w menu zwaną kluskami JARSKIMI, które, jak się potem okazało, były solidnie obłożone słoniną :/ No cóż, biedny pan kelner z miejsca musiał je odnosić z powrotem tam, skąd przybyły. Zadeklarował nawet że może przynieść "spod lady" drugą porcję bez dodatków, jednak mój apatyt poszedł sobie na zaplecze razem z rzeczonymi kluchami Chyba mam inne pojęcie o jedzeniu jarskim, niż twórcy owego felernego menu.


Wege-mewka - 10/4/2009 godz. 14:42

Ja jak jeszcze jadłam jogurty to natknęłam się na żelatynę....
Najpierw w moich ulubionych serkach Danio (teraz jak je widze to mi niedobrze ) a potem w jakichś jogurtach... Nie cofło mi się ; ) ale myślałam że ten smak nigdy nie zniknie..... Było tak jeszcze z tabletkami na gardło. W skałdzie koszenila. =/ [nie widziałam czy to ta wege czy nie więc wolałam je odstawić...]

[edytowane 10/4/2009 przez Wege-mewka]


czapla_666 - 10/4/2009 godz. 16:12

Tak, wczoraj. Zamawialam pizze WEGETARINASKA a nie z kurczakiem... Ugryzlam troszke i czuje jakies "fuj" w ustach... No i od razu do lazienki, a apozniej do kelnera... Awantury nie zrobilam, ale oddalam pizze z podziekowaniem.
P.S. Na szczescie nie polklam...


KarolPoProstu - 10/4/2009 godz. 16:58

moj "pierwszy raz" z mięsem mialem u kolegi dawno temu, wiadomo bylo, ze jestem wege, ale dostalem zupe pomidorowke z rozdrobnionym kurczakiem co zakonczylo sie sensacjami, wspomnienia zostaly na dlugie lata najgorzej, ze ostatnio nie moge trafic na camp z dobrym wyzywieniem, ostatni raz skladalo sie one w 70% z kotleta sojowego i od swieta jakiegos makaronu,robione byly doslownie zaklady co dostane na obiad


brzozka2410 - 8/2/2010 godz. 07:15

Wczoraj padłam ofiarą własnej głupoty i bezmyślności. Poprostu nie dociera do mnie co ja wtedy myślałam otóż, spędziłam popołudnie z chłopakiem i wieczorem chciałam mu zrobić kolację. Nie był zbyt głodny więc zrobiłam mu jedną nieszczęsną kanapkę. Przedstawiłam mu zawartość lodówki i wybrał pasztet, wyjełam sojowy i drobiowy ale za tym pierwszym zbytnio nie przepada, więc zrobiłam z drobiowym (nie jest wege). Na ten pasztet nałożyłam mu sporo ogórka i jajka więc kanapka finalnie wyglądała uroczo. Cały czas gadaliśmy i po chwili patrze a on ledwo ją ugryzł. Więc spytałam "coś nie tak z tą kanapką?". A on "nie no wszystko wporządku, dobra jest, spróbuj". To ja odruchowo kanapka z rękę i całkiem spory gryz i zdałam sobie sprawę dopiero że to był drobiowy...nie zdążyłam jeszcze połknąć, a na niego się strasznie zdenerwowałam, ale okazało się, że on też się nie zorientował początkowo. Chyba ta psychika sprawiła, że cały wieczór było mi niedobrze. Jestem początkującą wegetarianką ale z racji rzeczy jakich się dowiedziałam nabawiłam się sporego wstrętu. W tym przypadku to wyłącznie była moja wina

[edytowane 8/2/2010 przez brzozka2410]


greene - 8/2/2010 godz. 10:01

Cóż, pomyłki zdarzają się każdemu z nas. Sama nie raz plułam sobie w brodę, że zaufałam babci, cioci czy koleżance i chwycilam za polecanego lub robionego przez nic pieroga, (który wcale nie był wegetariański, jak się okazało po fakcie!). Człowiek czuje się wtedy paskudnie, ale co zrobić? Trzeba podnieść głowę i iść dalej. To nie koniec świata. Takie sytuacje uczą nas być bardziej świadmymi tu i teraz. I radziłabym pozbyć się z lodówki wszelkich niewegetariańksich rzeczy. No chyba że nie mieszkasz sama. Wtedy po prostu wybierz sobie swoją półkę i jej się trzymaj. Wtedy pomyłka się nie trafi


brzozka2410 - 8/2/2010 godz. 10:11

Mam swoją półkę, a niestety mięsa nie mogę się pozbyć z domu, bo rodzice jedzą. Trochę przykre jest to, że nawet sobie nie mogę zaufać Za bardzo rozkojarzona jestem, zresztą skupiłam się na rozmowie i nie zwróciłam uwagi co biorę do ust


migotka.ania - 8/2/2010 godz. 11:20

Mama dała mi kotleta z jakiegoś mięsa. Od razu się zorientowałam, pozowliła mi wypluc. Przez przypadk jej się to zdarzyło, więc na nikogo nie krzyczałam.


MuayThai89 - 8/2/2010 godz. 13:47

quote:
dziwne biorac pod uwage to ze pare miesiecy nie czytalam skladu jogurtow bo myslalam ze zelatyna jest tylko w galaretce. kolejne doswiadczenie które przekonuje mnie do weganizmu.


Dlatego przeszedlem na owowegetarianizm, by nie narazac sie na zelatyne i podpuszke(ale za prawdziwa pizza tesknie ), ale mimo tego to czasem jem nieswiadomie produkty mleczne, tj. to maslo "roslinne" tylko z nazwy o ktorym wspomnialem w innym temacie...

A wracajac do tematu, to bylo kilka przypadkow...
kiedys ciocia zrobila zupe grzybowa "bez miesa" i jak ja odgrzewalem to wziolem jej troche sprobowac i natrafilem na kawalek wolowiny... Szczescie chcialo bym go znalazl bo to byl chyba jeden taki kawalek na caly wielki garnek,bo ciocia cale mieso wyjela... To byl raz jak chciala mnie oszukac pozniej sobie darowala, bo stwierdzila ze to moje zycie i moj wybor...
Inny przypadek to ciocia kiedys wziela moj sos do swojego jedzenia no i dla smaku dodala do niego resztki flakow z zupy...Wiec jak ja zrobilem sobie spagetti to obylem sie smakiem...
Po wigilii mialem taka sytuacje ze ciocia przyniosla pierogi z kapusta i z miesem, mowiac tylko to piewsze... Ugryzmem polowe i rzujac sie zorientowalem ze jest cos nie tak, bo na pierogi nie patrzylem tylko na rozmowce...od razu go wyplulem gdy zobaczylem ta druga polowke...


brzozka2410 - 8/2/2010 godz. 18:15

MuayThai89 to widzę, że ciocia się uparła by Cię z powrotem przeciągnąć na mięsną stronę życia


hipiska - 8/2/2010 godz. 19:27

Pasztetów Sante nie jem, ale słyszałam, że nie są wegetariańskie. No cóż jedyna rada - czytać skład! Nawet jeśli jest napisane, że nadaje się do spożycia przez wegan czy wegetarian.


greene - 9/2/2010 godz. 00:03

Hipisko, jak to nie są wegetariańskie? Co dokładnie nie jest wegetariańśkiego w pasztetach sante? nie mam zbyt dużej wiedzy żywieniowej, dlatego pytam


assasello987 - 9/2/2010 godz. 10:37

quote:
Hipisko, jak to nie są wegetariańskie?


ja czytalam na ich stroni ze mogą byc spozywane przez wegetarian i wegan.


lisek - 9/2/2010 godz. 12:23

Staram się unikać dwuznacznych sytuacji. Jeśli nie mam pewności co do produktu, nie jem go.


xxl - 9/2/2010 godz. 13:47

Albo próbuję się dowiedzieć, jak jest naprawdę:
http://www.wegetarianie.pl/XForum-viewthread-tid-3271.html< /a>


Karen - 10/2/2010 godz. 17:32

Byłam u koleżanki, jej mama zrobiła kotlety sojowe z ryżem i surówką. Smakowały jakoś dziwnie. Potem się dowiedziałam, że były moczone w wywarze mięsnym, ale wegetariańskim, bo wszystko było wyjęte
Wiele osób mówi, że jestem "biedna", bo nie mogę jeść tych "pysznych" kotletów. Czasem namawiają, albo zapewniają, że jak raz zjem to nic się nie stanie


RysiaP - 10/2/2010 godz. 19:40

Na samym początku mojego niejedzenia mięsa (może pół roku) przydarzyła mi się straszna sytuacja. Miałam iść do takiej kobiety ze znajomą. Nawet mi do głowy nie przyszło, że może dać nam coś jeść. A ta kobieta to była taka życzliwa biedna babcia z mężem i synem alkoholikiem. Obraz nędzy. I jak to z takimi ludźmi bywa ona chciała nas ugościć. I ugotowała krupnik, który podała z kością i gulasz. Jak ja to zobaczyłam to prawie trupem padłam. Na szczęście był to piątek więc powiedziałam że gulaszu nie zjem ale krupnik musiałam. Jej po prostu było żal odmówić. Ona pewno nawet w niedziele takiego obiadu nie jada. I co ja jej miałam powiedzieć że jestem wegetarianką ona o czymś takim to wżyciu nie słyszała. Wtedy mięso mnie jeszcze tak nie obrzydzała więc jakoś zjadłam. Uważam że podjęłam dobrą decyzje bo ona się tak cieszyła że może nam takie pyszności dać.


greene - 10/2/2010 godz. 21:00

faktycznie trudna sytuacja, nie wiem jak ja bym sobie w takiej lub podobnej sytuacji poradziła. Pewnie bym coś wymyśliła, że choruję na żąładek czy coś podobnego. Mam paru znajomych którzy mówią "teraz nie jem mięsa, ale jeśli wyjadę za rok do Mongolii w podróż mojego życia i trafię do chaty Mongołów, gdzie poczęstują mnie mięsem owczym lub kozim, to nie odmówię, są pewne zasady w tego typu survivalowych podróżach". Także każdy człowiek jest indywiduum i każdy musi oceniać sam siebie.


Nibeneth - 21/3/2010 godz. 16:11

hmm i przyszła kolej na mnie;( to było na tym sylwestrze, troszkę wypiłam za dużo;/ na sali panował półmrok podeszłam do "szwedzkiego stołu" i zauważyłam koreczki... nie przyglądałam zbytnio bo było za mało światła a znajoma która organizowała sylwestra obiecała wege koreczki więc bez namysłu zjadłam kilka(jak się później okazało, były z szynką a te wege były na drugim końcu stołu). Masakra jakaś... .


brzozka2410 - 21/3/2010 godz. 16:35

Eh no ciężko jest nie popełniać błędów na tym mięsnym świecie...jakiś czas temu zjadłam frytki (domowej roboty) i nawet mi nie przyszło do głowy - jak się później dowiedziałam - że były smażone na smalcu. Nibeneth dobrze, że Ci w trakcie jedzenia nie powiedzieli, bo przy tak dużej ilości alkoholu mogło Cię nieźle zemdlić


mirecha - 22/3/2010 godz. 20:27

my też ostatnio ze znajomymi zamówiliśmy pizze i połowa miała być z szynka i salami a połowa bez, no i tak troszkę nierówno pokroili, że w którymś kawałku ugryzłam i zjadłam kawałek salami (nigdy wcześniej nie jadłam salami więc nie pokapowałam się od razu). No i co zrobić, wyjęłam ze śmiechem pozostały fragment salami, zajrzałam kontrolnie pod serek i zjadłam do końca, bo więcej już nie było niespodzianki


Amvaradel - 4/5/2010 godz. 06:02

Ja miałam ostatnio wpadkę: poprosiłam o zapiekankę z serem i pieczarkami, kontrolnie zapytałam jeszcze, czy jest bez mięsa. Sprzedawczyni potwierdziła. Niestety w połowie zapiekanki okazało się, że to nie prawda. Pokazałam sprzedawczyni kawałek kiełbasy czy czegoś takiego. Przeprosiła mnie, tłumacząc, że to widocznie u producenta "przez przypadek się tu znalazło". Pani obiecała, ze następnym razem sama przygotuje zapiekankę i mięsa na pewno w niej nie będzie


Hadrian - 10/5/2010 godz. 17:59

ludzie to są jaja... proszę powiedźcie że sobie robicie żarty.


eklerka - 11/5/2010 godz. 05:21

quote:
ludzie to są jaja... proszę powiedźcie że sobie robicie żarty.


Nie odpowiem, za to zapytam. Jak byś się czuł, gdybyś zjadł zapiekankę z małym kawałeczkiem ludzkiego mięsa?


Scansenmuseum - 11/5/2010 godz. 17:30

"Czy zdarzyło wam się zjeść mięso, będąc ofiarą głupiego żartu lub przez pomyłkę? > odpowiedz "


Jaasne ,gorąco odradzam zabawę w odgadywanie smaków z przepaską na oczach !
;]

W podstawówce za bardzo się ufało ludziom,że nikt nie wykorzysta swojej wiedzy
o moim byciu wege pzreciwko mnie,a jednak..


MONIANTONIA - 11/5/2010 godz. 17:42

Ja raz zjadłam przez przypadek kaszę która zawierała wywar mięsny, lecz przedtem nikt mnie nie uświadomił... ;( Wkurzyłam się na maksa( na kucharki internatowe)


Bartek_mięsożerca - 24/5/2010 godz. 17:08

quote:
quote:
ludzie to są jaja... proszę powiedźcie że sobie robicie żarty.


Nie odpowiem, za to zapytam. Jak byś się czuł, gdybyś zjadł zapiekankę z małym kawałeczkiem ludzkiego mięsa?


pewnie nawet by nie zauważył. Przypuszczam że smakuje tak samo ale jednak pewne obrzydzenie jest do jedzenia własnego gatunku. Nie widzę nic złego w jedzeniu mięsa, jeżeli byłoby to złe to Jezus by go nie jadł. A tak swoją drogą wegetarianizm jest chorobą?!


jazz - 24/5/2010 godz. 17:16

A tak swoją drogą wegetarianizm jest chorobą?!




dobre


Nela89 - 24/5/2010 godz. 17:31

quote:
Nie widzę nic złego w jedzeniu mięsa, jeżeli byłoby to złe to Jezus by go nie jadł. A tak swoją drogą wegetarianizm jest chorobą?!


Nie każdy jest wierzący, to raz. A dwa, że nie trzeba wszystkiego w życiu tłumaczyć wiarą..

Tak, jesteśmy tutaj wszyscy chorzy. Wypadają nam włosy, zęby i paznokcie, wczoraj obluzowało mi się lewe oko, więc to może być moja ostatnia wiadomość..


Bellis_perennis - 24/5/2010 godz. 17:46

quote:
Nie widzę nic złego w jedzeniu mięsa, jeżeli byłoby to złe to Jezus by go nie jadł.

Na bank nie uprawiasz seksu przed ślubem, nie jesz mięsa w piątki i umartwiasz się w wielki post, czytasz biblie, spowiadasz się regularnie boś TAKI pobożny zgadzasz się też z WSZYSTKIM co głosi kościół inaczej pamiętaj nie jesteś prawdziwym katolikiem

Ja tam jestem agnostyczką i dobrze mi z tym

quote:
A tak swoją drogą wegetarianizm jest chorobą?!

Ja mam schizofrenię, uciekaj szybko z tego forum bo się zarazisz


Aguśka - 24/5/2010 godz. 19:14

quote:
A tak swoją drogą wegetarianizm jest chorobą?!


Śmiertelną...


Bartek_mięsożerca - 25/5/2010 godz. 18:48

quote:
quote:
Nie widzę nic złego w jedzeniu mięsa, jeżeli byłoby to złe to Jezus by go nie jadł.

Na bank nie uprawiasz seksu przed ślubem, nie jesz mięsa w piątki i umartwiasz się w wielki post, czytasz biblie, spowiadasz się regularnie boś TAKI pobożny zgadzasz się też z WSZYSTKIM co głosi kościół inaczej pamiętaj nie jesteś prawdziwym katolikiem
------------------------------------------------


chodzi o to że Jezus jest wzorcem dobroci miłosierdzia, więc jeżeli on kazał zarzynać baranki i smarować ich krwią drzwi to chyba nic złego nie ma w jedzeniu ich.

[edytowane 25/5/2010 przez Bartek_mięsożerca]


berry_fields - 25/5/2010 godz. 18:59

Ofiara całopalna i krew baranka na drzwiach to Stary Testament, a nauczanie Jezusa to Nowy Testament. To w kwestii podstaw. Co do tego czy Jezus jadł mięso, czy też nie, dyskusje się już toczyły. Obawiam się, że prowadzili je więksi znawcy niż my.

Mam pytanie do ogółu: czy karmienie trolla ma sens? Bo troll ewidentny, sam nick wystarczy, pomijając "kontrowersyjne" argumenty. Ironii może nie zauważyć, nie ten sort.


Surojad - 25/5/2010 godz. 19:05

@ Bartek
Jezus był jaroszem.Nigdzie w biblii nie jest napisane ,że jadł mięso inne niż ryby.
Człowiek tak naprawdę też jest zwierzęciem tylko po prostu lepiej rozwiniętym w pewnych rzeczach (takich jak mówienie, abstrakcyjne myślenie) od innych zwierząt.
Widze też ,że uważasz się za istotę lepszą od reszty zwierząt i dla ciebie są one tylko bezmyślnymi workami z mięsem stworzonymi tylko po to abyś się delektował ich wnętrznościami.


Bellis_perennis - 25/5/2010 godz. 19:37

Jak czytam posty takich trolli wątpię w ludzką inteligencję......

Adminie zrób z nim coś bo psuje miłą atmosferę na tym forum.

Kochani nie karmy trolla. Szkoda czasu, jak ktoś jest ograniczony nic się na to nie poradzi. Dla mnie to są wypowiedzi jakiegoś dresiarza.

[edytowane 25/5/2010 przez Bellis_perennis]


xxl - 25/5/2010 godz. 19:42

Przychylam się do apelu o niekarmienie trolla, a jego samego ostrzegam, że jeśli nie zmieni swojego zachowania, nie zawaham się przed usuwaniem kolejnych zaczepnych postów.


Surojad - 25/5/2010 godz. 19:47

1)Dlaczego nazywacie go trollem?Jest on człowiekiem jak każdy z nas! ._.
2)Nazywając go tak pokazujecie ,że jesteście o wiele gorsi od niego.
3)Być może chłopak ma jakieś problemy a wy zamiast mu pomóc przezywacie go...
4)W taki sposób na pewno nie nakłonicie go do wegetarianizmu,
przez was będzie ginęło więcej zwierząt.
5)Utwierdzacie go tylko w jego błędnym przekonaniu poprzez takie zachowanie...


xxl - 25/5/2010 godz. 19:50

To brzmi jak żart, ale mogę odpowiedzieć, z tym, że na privie. Dość zaśmiecania forum na dziś.


Admin - 26/5/2010 godz. 07:37

Bartku,
każdy ma prawo pisać na tym forum, bez względu na swoje kulinarne upodobania. Jednakże, jeśli Twoja bytność tutaj ma sprowadzać się dalej do prowokowania innych użytkowników, choćby poprzez wypowiedzi jak w temacie "Dmuchanie żab" itp, to będziemy zmuszeni użyć argumentów administracyjnych prowadzących niechybnie do wykluczenia Cię z forum.
Przez lata przewinęło się tutaj wiele osób, którzy wegetarianami nie byli, a ich obecność powodowała wzmożoną merytoryczną dyskusję, nie zaś ferment i atmosferę prowokacji. I do takiej postawy Cię zachęcam.

Surojadzie,
obawiam się, że Bartek dał dostateczny wyraz swojej niechęci do wegetarianizmu, Twoja obawa o ew. zniechęcenie go do naszego światopoglądu jest zatem pozbawiona sensu :) Niemniej uważam, że nie powinniśmy z tak dużym zapałem wchodzić w dysputy z Bartkiem, mając świadomość, że jakakolwiek reakcja ze strony użytkowników jest dla niego pożywką przedłużającą jego aktywność, a w konsekwencji psucie forumowej atmosfery.


Bartek_mięsożerca - 26/5/2010 godz. 17:12

oj tam od razu psucie. berry_fields katolicyzm opiera się także na starym testamencie więc to też jest powiązane z Bogiem i Jezusem. Surojad Bóg nas stworzył tak że to my przewyższamy zwierzęta i to my jesteśmy nad zwierzętami nie wiem czy "stety" czy niestety. A co do wypowiedzi w temacie "dmuchanie żab" to był oczywiście żart

[edytowane 26/5/2010 przez Bartek_mięsożerca]


MuayThai89 - 26/5/2010 godz. 17:57

Po pierwsze to wg. Biblli Bog stworzyl zwierzeta jak i czlowieka...
Po drugie, Adam i Ewa byli wegetarianami...
Po trzecie, wg. ankiety przeprowadzonej na wegetarianie.pl zaden z nas nie przeszedl na wegetarianizm z powodow religijnych...
Po czwarte, zaden z nas nie musi czytac i postepowac jak napisano w Biblii by wiedziec co jest dobre a co zle...
Po piate, wg. mnie Boga nie ma i Biblia klamie, a jezeli juz nawet istnieje i ma nadejsc "sad ostateczy" to ten Twoj Bog nie bedzie laskawy dla tych co chodza do kosciola i udaja wielce dobrych i blogoslawionych, a przyjmnie do "Swietej Stolicy- Jeruzalem" tych co dbali o ziemie i zwierzeta, bo jak to ladnie Bog powiedzial, ze daje nam wladze nad ziemia i zwierzetami bysmy bysmy sie nimi opiekowali i daje nam roslinnosc bysmy mogli sie zywic.


jazz - 26/5/2010 godz. 19:14

myślę że bartek siedzi w domu nie ma co robić i loguje się na różnych forach żeby ktoś zwrócił na niego uwagę .
proszę bartku zostałeś zauważony ,fajnie?


Glen - 4/6/2010 godz. 05:21

Ja kiedyś, ze trzy lata temu, kupiłem sobie zapiekankę z pomidorami w Carrefourze (Warszawa Bemowo). Oczywiście najpierw zapytałem czy na pewno jest bez mięsa - przytaknięto mi, że tak.
Później, w połowie konsumpcji, nagle zaśmierdziało mi trupem. Po rozłożeniu na czynniki pierwsze i dogłębnej analizie owej kanapki znalazłem tam mały kawałek szynki (ok. 1cm x 0,5cm), co skutecznie powstrzymało mnie od dalszego jedzenia i wywołało odruch wymiotny.
Co prawda nie zostałem oszukany, bo kanapka była w istocie bez mięsa a szynka znalazła się tam zapewne przez przypadek, ale traumatyczne wspomnienia zostają...

Dlatego też od tamtej pory nigdy nie kupiłem tego typu produktu i straciłem zaufanie do posiłków przygotowywanych przez obce osoby. Tak się traci klientów, drogie sklepy.


Lady-bird - 8/6/2010 godz. 12:04

Kiedys babacia zrobila nam pierogi z kapusta i grzybami,Szkoda tylko ze nie umyla wczesniej uzytej w wiadomym celu maszynki do miesa,jak sie poznoej okazalo.PIerogi byly z niespodzianka.Od tamtej pory nie jem juz nic co przygotowuje babcia.


Aguśka - 8/6/2010 godz. 12:37

quote:
.Od tamtej pory nie jem juz nic co przygotowuje babcia.

Oj...babci na pewno jest przykro. Może od tamtego czasu babcia bardziej zwraca uwagę na to jak przygotowuje dania i już nie masz sie czego obawiać?


wiki1383 - 8/6/2010 godz. 14:14

Ja u koleżanki jadłam pierogi ruskie a więc z serem .. w środku było coś brązowego ale ona zapewniałam mnie że to cebula dopiero po 2 pierogu jej mama powiedziała że to boczek !!!
To była jakaś masakra nie wiem jak nie mogłam tego wyczuć !!! ;/ Do tej pory mam wyrzuty sumienia i zrezygnowałam z jedzenia u tej koleżanki !


Lady-bird - 9/6/2010 godz. 20:05

Jesli o mnie chodzi,to babcia mnie poczestowala tym kilka lat temu i sadze,ze sie juz przyzwyczaila do moich"fanaberii".A zdarzylo sie komus ugotwac zupe z mszycami czy innymi robaczkami?


assasello987 - 15/6/2010 godz. 20:19

ja zawsze czytam sklady wszystkiego, ale niedawno jechalam se na drugi konec poland i nie mialam juz czasu wiec kupilam chleb w sklepie niesamoobsługowym.
bo do tej pory byly weganskie.
i jem sobie taką kromeczke i cos mnie tkneło patrze skład- mleko.
dzizas mleko do chleba dodawac ;/


DaveDorian - 2/7/2010 godz. 23:11

quote:
Na samym początku mojego niejedzenia mięsa (może pół roku) przydarzyła mi się straszna sytuacja. Miałam iść do takiej kobiety ze znajomą. Nawet mi do głowy nie przyszło, że może dać nam coś jeść. A ta kobieta to była taka życzliwa biedna babcia z mężem i synem alkoholikiem. Obraz nędzy. I jak to z takimi ludźmi bywa ona chciała nas ugościć. I ugotowała krupnik, który podała z kością i gulasz. Jak ja to zobaczyłam to prawie trupem padłam. Na szczęście był to piątek więc powiedziałam że gulaszu nie zjem ale krupnik musiałam. Jej po prostu było żal odmówić. Ona pewno nawet w niedziele takiego obiadu nie jada. I co ja jej miałam powiedzieć że jestem wegetarianką ona o czymś takim to wżyciu nie słyszała. Wtedy mięso mnie jeszcze tak nie obrzydzała więc jakoś zjadłam. Uważam że podjęłam dobrą decyzje bo ona się tak cieszyła że może nam takie pyszności dać.

A ja jestem radykał - nigdy nie robię czegoś wbrew sobie tylko po to, aby wielce uszczęśliwić drugą osobę. Jeśli ktoś zechciałby mnie ugościć krupnikiem czy gulaszem, to jako wegetarianin odmówię zawsze, niezależnie od sytuacji. Nie ma nic gorszego niż działanie wbrew sobie samemu.

quote:
Bóg nas stworzył tak że to my przewyższamy zwierzęta i to my jesteśmy nad zwierzętami nie wiem czy "stety" czy niestety.

Twoje zdanie jest w ogóle bez sensu. Zauważ, że człowiek to TEŻ zwierzę, a to, że jest od świni czy krowy inteligentniejszy to nie czyni jeszcze z niego mordercy oraz padlinożercy.

quote:
Mama kilka razy zapewne poczęstowała mnie zupą gotowaną na mięsie, a ja nie byłem tego świadomy

Sratatata. Toż chyba widać, że zupa była na mięsie gotowana, bo wtedy pływa w niej po powierzchni tłuszcz. Wiadomym jest, że wegetariańska wersja będzie pozbawiona jakichkolwiek znamion tłuszczu.

[edytowane 3/7/2010 od xxl]


Magdzia93 - 3/7/2010 godz. 07:25

Ja, jak byłam niecałe 2 lata wegetarianką, to moja mama zawsze kombinowała jak mi mieso nieswiadomie wcisnac, i dopiero po czasie, skapywalam sie o co chodzi. na przyklad do ryzu tak mega ciueniutko mi dawala szynke ze dopiero jak konczylam jesc, zauwazylam, to samo z zupa warzywna, do szkoly tez szynke mi tak mega cieniutko miedzy serem dawala by nie bylo widac i praktycznie czuc, i wiele wiele innych tego typu sytuacji mi sie zdarzylo. a teraz w sumie tez tak jest, bo jem bardzo malo miesa(ale cheesburgery z maka to moglabym codziennie a jem z raz na miesiac czy dwa:p) i mama nadal wciska mi mieso na sile, tak zebym nie widziała. Starsza siostra tez tak czasem robila, zapewne na polecenie mamy.


alken87 - 3/7/2010 godz. 08:04

serio tego nie czułaś, a do tego nie widziałaś ? raczej ciężko mi w to uwierzyć.

ja raz zjadłam zupę na kostce jakiejś. tata ugotował z soczewicy. dziwnie smakowała ale pierwszy raz jadłam zupę z soczewicy dopiero potem patrzę, a na stole rachunek z tesco, a tam na rachunku kostka...pytam się czy dodawał to do zupy a on zadowolony, że tak myślał, że to się nie liczy jako mięso.


xxl - 3/7/2010 godz. 08:22

quote:
Wiadomym jest, że wegetariańska wersja będzie pozbawiona jakichkolwiek znamion tłuszczu.

Niezupełnie. Niektóre zupy zaczyna się np. od usmażenia cebuli. Można też dolać oliwy na koniec dla pełniejszego smaku. Na wegetariańskiej zupce też mogą pływać oczka

A tak poza tym, DaveDorian, edytuj swoje posty miast pisać jeden pod drugim.


DaveDorian - 3/7/2010 godz. 13:52

quote:
Niezupełnie. Niektóre zupy zaczyna się np. od usmażenia cebuli. Można też dolać oliwy na koniec dla pełniejszego smaku. Na wegetariańskiej zupce też mogą pływać oczka


Dlatego nie trzeba jeść zupy tam, gdzie się nie jest pewnym, z czego była robiona. Np. moja babcia, gdy robi mi zupę, to nie dodaje do niej żadnej oliwy. Dopiero na sam koniec, gdy obadam, czy przypadkiem mnie nie oszukała (bo i tak przecież może być) to sam dolewam łyżkę oliwy z oliwek do smaku.
Moja babcia ostatnio myślała, że będzie sprytniejsza ode mnie i powiedziała, że specjalnie dla mnie nagotowała kapuśniaczku wegetariańskiego. No i ja zaglądam do garnka, a tam kapusta była tak gęsta, jak bigos, więc nie było można zczaić się, czy przypadkiem nie pływają w niej oczy z tłuszczu zwierzęcego. Ale... przyglądam się bliżej, a tam pomiędzy kapustą leży kawałek boczku. Teraz już nawet rodzinie nie można ufać, eh...

quote:
A tak poza tym, DaveDorian, edytuj swoje posty miast pisać jeden pod drugim.


Ołki.

quote:
Ja, jak byłam niecałe 2 lata wegetarianką, to moja mama zawsze kombinowała jak mi mieso nieswiadomie wcisnac, i dopiero po czasie, skapywalam sie o co chodzi. na przyklad do ryzu tak mega ciueniutko mi dawala szynke ze dopiero jak konczylam jesc, zauwazylam, to samo z zupa warzywna, do szkoly tez szynke mi tak mega cieniutko miedzy serem dawala by nie bylo widac i praktycznie czuc, i wiele wiele innych tego typu sytuacji mi sie zdarzylo.


Morał z tego taki, że W OGÓLE nie byłaś wegetarianką, bo skoro we wszystkim co jadłaś znajdowało się ukryte mięso, no to niestety ale z wegetarianizmem nie miałaś nic wspólnego.

quote:
a teraz w sumie tez tak jest, bo jem bardzo malo miesa(ale cheesburgery z maka to moglabym codziennie


Ja bym pawia puścił na samą myśl o tym, z czego ten cheesburger jest zrobiony

[edytowane 3/7/2010 przez DaveDorian]


Magdzia93 - 4/7/2010 godz. 06:24

quote:
serio tego nie czułaś, a do tego nie widziałaś ? raczej ciężko mi w to uwierzyć.

ja raz zjadłam zupę na kostce jakiejś. tata ugotował z soczewicy. dziwnie smakowała ale pierwszy raz jadłam zupę z soczewicy dopiero potem patrzę, a na stole rachunek z tesco, a tam na rachunku kostka...pytam się czy dodawał to do zupy a on zadowolony, że tak myślał, że to się nie liczy jako mięso.


na prawde nie wiedzialam, to bylo tak mega cienko pokrojone ze w ogole nie bylo czuc, dopiero jak konczylam jesc to zauwazalam, kiedy talerz juz byl prawie pusty


alken87 - 4/7/2010 godz. 08:31

no tak, szczególnie w przypadku szynki z ryżem, gdzie ryż ma neutralny smak i jest biały a szynka jest różowa i wali padliną na odległość
no chyba, że masz chore zatoki i słaby wzrok...


xxl - 4/7/2010 godz. 08:35

Albo jesteś trollem


Wege-Aneta - 10/7/2010 godz. 17:36

Mnie by sie zdarzyło. Babcia chciała poczęstować mnie kapustą z grzybami. Powiedziała, że zrobiła z myśla o mnie, ale czułam jakiś podstep. Zapytałam czy napewno nie ma nic miesnego w tej kapuście i się dokladnie jej przyjrzałam i się okazało ze pod kapustą były skwarki. Babcia zrobila niewinna minę i odmowilam. Eh te ich różne sposoby przekabacenia mięsa.Conajmniej tak jakby jeden kawalek miesa miał mnie przed tragedią uchronić. Niby powinnam się juz przyzwyczaić do takich sytuacji ale czasem nie miogę .


DaveDorian - 10/7/2010 godz. 17:57

quote:
Mnie by sie zdarzyło. Babcia chciała poczęstować mnie kapustą z grzybami. Powiedziała, że zrobiła z myśla o mnie, ale czułam jakiś podstep. Zapytałam czy napewno nie ma nic miesnego w tej kapuście i się dokladnie jej przyjrzałam i się okazało ze pod kapustą były skwarki.


Heh, ja jakieś 3 tygodnie temu miałem bardzo podobną sytuację do Twojej. Mianowicie babcia powiedziała mi, że specjalnie dla mnie nagotowała bezmięsnego kapuśniaczku, a gdy się bliżej przyjrzałem to okazało się, że pływa w nim boczek. Teraz naprawdę już nikomu w tej kwestii nie można zaufać. A już na pewno nie dla mięsożercy.


kropkaaaa - 11/7/2010 godz. 11:32

prawie zjadłam.
wróciłam dzisiaj ze Slot Art Festiwal. jako wolontariusze mieliśmy darmowe obiady i nawet była wersja dla wegetarian. tylko, że jednego dnia dostaliśmy pierogi, które były mieszanką pierogów z kapustą i grzybami oraz z mięsem. na szczęście przezornie najpierw sprawdziłam co w nich jest i nie zjadłam. taka pomyłka już się nie zdarzyła.


Wege-Aneta - 11/7/2010 godz. 12:14

Dave dokladine. Babcia wciaz gada ze pamieta o moim wegetarianizmie, a jednak... U reszty rodziny jest lepiej, zawsze cos bezmiesnego szykuja, ale babcia jest uparta. Mam nadzieję, ze przejdzie jej ta chęć dawania mi mięsa. Nie wiem po co tak ściemniać. Kawałek mięsa mnie nie zbawi


Kotki_Dwa - 11/7/2010 godz. 13:04

Kiedyś przyszłam ogromnie głodna do zaprzyjaźnionego domu, gdzie zaproponowano mi botwinkę. Mniam, uwielbiam zupy, więc oczywiście się skusiłam! Zupę gotowała konserwatywna babcia, więc nie wiem jak mogłam być tak mało domyślna. Po pierwszych łykach zupy już wiedziałam była na wiecie czym... Oprócz ohydnego posmaku w ustach, czułam bulgotanie w żołądku. Oczywiście wszyscy w tym domu wiedzą, że jestem wegetarianką.

Innym razem w restauracji dostałam wege-pierogi polane mięsnym tłuszczem ze skwarkami


assasello987 - 12/7/2010 godz. 09:17

quote:
(ale cheesburgery z maka to mogłabym codziennie a jem z raz na miesiac czy dwa:p) i mama nadal wciska mi mieso na sile, tak żebym nie widziała. Starsza siostra tez tak czasem robila, zapewne na polecenie mamy.


przepraszam dostane zaraz bana czy cos, ale strasznie wkurzają mnie takie dzieci takie neowege. typu: nie zjem kurczaka do obiadu bo biedny zwierzaczek umarll, i pokaże rodzince jaka to jestem wege, ale hamburgerka to bardzo chętnie. i przez takich jak ty ja i inni poniej słyszymy ze wege to taki młodzieńczy bunt (a raczej buncik)


xxl - 12/7/2010 godz. 09:27

Spoko, bana to dostała już autorka tego tekstu, notoryczny troll.


alken87 - 13/7/2010 godz. 07:09

Babcie są niereformowalne. Moja już całe szczęście nie gotuje, chociaż czasem coś przygotowuje dla mnie żebym sobie zrobiła i jest płacz że ona mi kurczaczka odmroziła a ja "gardzę". Problem z jej pierogami miałam jeszcze zanim zostałam wege, Nienawidzę skwarków ze słoniny, mam odruch wymiotny, i zawsze musiałam znaleźć jakiegoś w środku (bo dodawała do farszu smalcu to zawsze się jakieś kawałki tego syfu zaplątały. I tysiąc razy mogłam mówić, że mi to obrzydza jedzenie (po rozgryzieniu jednego skwarka wpadałam w paranoje i wypluwałam wszystko co twardsze więc także grudki sera czy cebula mnie schizowały)...nie docierało. Nawet "pierogi specjalnie dla mnie bez skwarków" miały skwarki


assasello987 - 14/7/2010 godz. 09:55

no ja mojej matce nic nie pozwalam robic do jedzenia chyba ze stoje i patrze. kiedys robila mi wegan ciastka owsiane z przepisu mojego i juz prawie zjadlam kiedy intuicyjnie pytam sklad a ona ze: margaryna kasia. O_o
ostatnio kupila puszke tunczyka i pta sie czy ja to moge jesc?
dzizas


DaveDorian - 14/7/2010 godz. 10:02

A moja babcia, przygotowując się na moje przybycie, zaopatrzyła się w mrożoną pizzę z pieczarkami. Natomiast ja z kolei czytam skład, a w nim pisze, że składniki pizzy były gotowane w bulionie indyczym.


Naja - 14/7/2010 godz. 11:36

quote:
A moja babcia, przygotowując się na moje przybycie, zaopatrzyła się w mrożoną pizzę z pieczarkami. Natomiast ja z kolei czytam skład, a w nim pisze, że składniki pizzy były gotowane w bulionie indyczym.


Też miałam podobna sytuacje. Mama kupiła mi mrożoną pizze serową innej firmy niż zazwyczaj. W składzie doczytałam się że jest w niej smalec No i po co oni dodają coś takiego do mrożonej pizzy.


DaveDorian - 14/7/2010 godz. 12:35

No właśnie. Przez to tylko pizza śmierdzi trupem.


fasolencja - 14/7/2010 godz. 13:23

quote:
Natomiast ja z kolei czytam skład, a w nim pisze

Ale kto pisze?
quote:
Mama kupiła mi mrożoną pizze serową innej firmy niż zazwyczaj. W składzie doczytałam się że jest w niej smalec

Też się kiedyś nacięłam na tę pizzę.


Bellis_perennis - 14/7/2010 godz. 14:15


Ja tak miałam z pierogami, moja mama nie przeczytała składu (na 100% to nie było celowe) zorientowałam się poprzez smak a fuuuuj


Floryda - 23/7/2010 godz. 14:32

Wegetarianką jestem stosunkowo krótko i nie miałam do tej pory pojęcia, że nawet w jogurtach jest żelatyna zwierzęca! Poświęcam teraz więcej czasu na czytanie składu, choć na samym początku zjadłam ser z podpuszczką naturalną z niewiedzy i braku świadomości.


hipiska - 23/7/2010 godz. 19:14

Moja znajoma powiedziała kiedyś "Czytanie składów jest przypadłością wegetarian". No, ale bez tego ani rusz. Szkoda tylko , że nie wszyscy producenci są rzetelni i często "zapomina" im się wspomnieć np. o podpuszce ( nagminnie w białych serach ) .


temat od
http://wegetarianie.pl/

adres strony www
http://wegetarianie.pl//modules.php?op=modload&name=XForum&file=viewthread&fid=10&tid=1256